sobota, 26 września 2015

01.08.2015 - Paplin - Borzychy - Starawieś - Poszewka - Żeleźnik - Miedzna - Kliny - Chmielew (31.1 km)

Uczestnicy: Artur K., Anna Z., Grzegorz B., Magda R. (Paplin - Miedzna)

Celem naszej dzisiejszej wyprawy jest Ziemia Węgrowska. Jedziemy autobusem do Paplina, miejscowości położonej nad Liwcem kilkanaście kilometrów północ od Węgrowa. W Paplinie znajduje się pierwszy z obiektów, które chcemy dziś zobaczyć: stoi tam wspaniały, osiemnastowieczny drewniany dwór, jeden z nielicznych zachowanych na Mazowszu zabytków tej klasy. Dwór został niedawno wyremontowany i sądząc po zdjęciach prezentuje się nadzwyczaj okazale. Można go zwiedzić po uprzednim umówieniu się z właścicielką, o czym informuje stosowna tablica. My tego nie uczyniliśmy i musimy obejść się smakiem. Zza wielkiej drewnianej bramy  nie widać nawet kawałka pożądanego przez nas zabytku. Używając terminologii piłkarskiej jest piąta minuta gry i przegrywamy już 0:1.
Piłka nadal jest jednak w grze. W Borzychach krzepimy się pod sklepem Królem i ciastkami, ale zmasowany atak os każe się nam stamtąd szybko wynosić. Po 3 kilometrach docieramy do Starejwsi. Czeka tu nas kolejny rarytas: wspaniały siedemnastowieczny pałac Bogusława Radziwiłła, przebudowany w w XIX wieku w stylu neogotyku angielskiego. Równie piękne jest otoczenie pałacu: romantyczny park oraz oficyna i kordegarda. Właścicielem posesji jest Narodowy Bank Polski. Czasem brama jest otwarta i można podejść i obejrzeć pałac z bliska, a nawet zajrzeć do środka i podziwiać niezwykłe neogotyckie wnętrza - kiedyś mi się to udało. Ale teraz brama jest zamknięta na głucho i próby skontaktowania się z recepcją nie dają żadnego rezultatu. Wygląda, że wszyscy łącznie z dozorcą wyjechali na wakacje. Przed przerwą tracimy zatem drugiego gola i przegrywamy już 0:2! Na osłodę zaglądamy do  neogotyckiego kościoła po drugiej stronie szosy.
Maszerujemy drogą gruntową do Poszewki. To bardzo ładny, malowniczy fragment dzisiejszej trasy, wśród złotych pól i niewielkich zagajników. W Poszewce znajdujemy sklep: wylegujemy się popijając piwo. Maszerujemy szosą do Żeleźnik i w końcu lądujemy w dużej gminnej wsi Miedzna. Chcielibyśmy coś przekąsić. Zostajemy skierowani do jednego z dwóch barów, mieszczącego się w dużym betonowym budynku w centrum. Czas zatrzymał się tu na latach siedemdziesiątych: zamawiamy pierogi,  pani przyjmuje zamówienia pojedynczo i sama je przyrządza, co wydłuża wydawanie posiłków w nieskończoność. Ania otrzymuje pierogi z mięsem zamiast z serem i rezygnuje. Magda idzie na autobus do Warszawy, Artur wciąż czeka na swoją porcję. Autobus nie przyjeżdża, prawdopodobnie w ogóle dziś nie jeździ, co przy dzisiejszym braku szczęścia wydaje się dość zrozumiałe. Magda postanawia łapać autostop do Węgrowa, ale droga, którą wybiera jest nieprzejezdna i musi wrócić. W rezultacie po godzinie jest w tym samym miejscu, z którego wyruszyła.  Zza ogrodzenia oglądamy niepozorny, drewniany dworek w Miedznej. W tym miejscu w XVIII wieku stał zameczek, pozostały po nim fortyfikacje i podziemia. Nie zobaczymy tego wszystkiego, bo brama jest zamknięta. A więc kolejny stracony gol, przegrywamy 0:3!
W końcu Magdzie udaje się złapać stopa. Idziemy w trójkę pięknymi polnymi drogami wśród pól owsa i żyta. Idziemy na azymut, trochę mylimy drogę, znosi nas w stronę Jartyporów. Odnajdujemy się na mapie, maszerujemy polną drogą do Chmielewa. Zapadł zmrok. Jest czas żniw, w oddali pracują kombajny. Na niebie pojawił się ogromny księżyc.


   
Starawieś - pałac Bogusława Radziwiłła, przebudowany w 1840 roku przez Sergiusza Golicyna w stylu neogotyku angielskiego. Obok park krajobrazowy, oficyna i kordegarda. Tyle udało się dostrzec zza bramy...



Pałac w Stararejwsi - zdjęcie wykonane w sierpniu 2011 roku. W palacu mieści się ośrodek szkoleniowy NBP. Czasem brama jest otwarta i można wejść na teren parku. Należy koniecznie zajrzeć do środka pałacu i obejrzeć unikalne, neogotyckie zdobienia.   



Starawieś - właśnie straciliśmy drugą bramkę, jest już 0:2...



Starawieś - neogotycki kościół św. Michała Archanioła



Okolice Miedznej. 



Okolice Miedznej. Wielkie pola żyta. 


piątek, 14 sierpnia 2015

19.07.2015 - Brok (Morzyczyn Włościański) - Wilczogęby - Grabiny - Ocięte - Krupińskie - Topór - Zagrodniki (23.0 km)

Uczestnicy: Artur K., Grzegorz B.

Rano zwijamy namioty, które rozstawiliśmy na południowym brzegu Bugu i ruszamy dalej. Długi odcinek maszerujemy na zachód wałem wzdłuż Bugu. Jest tu wyjątkowo pięknie, choć upał dokucza straszliwie. Wokół tylko bociany, myszołowy, zające i sarny.  Docieramy do niewielkiej wsi Wilczogęby, która chlubi się pięciusetletnią historią. Skończyła się nam woda i szukamy jakiegoś gospodarstwa. Ludzi tu prawie nie widać, wszystko gubi się w zieleni i żółci.
Za Grabinami nie możemy odnaleźć drogi na południe i lądujemy na czyimś gospodarstwie. Podążamy przez olbrzymie łąki. W normalnych warunkach droga jest bagnista i trudna do przebycia, teraz bagna wyschły na wiór i wszędzie się da przejść suchą nogą. Wieś Ocięte, potem szosa, kolejna wieś Krupińskie i malownicza droga przez las prosto do stacji PKP Topór. Pociągi  jednak nie jeżdżą, z powodu modernizacji trakcji nie ma nawet torów. Nawet tu nie da się uciec od terroru postępu. Wracamy autobusem kolejowym.



Okolice Sojkówka. Wał wzdłuż Bugu. 



Bug w okolicach Wilczogąb. 



Mamy lipiec, a żółtawe barwy traw sugerują już koniec lata. 



Więcej tu bocianów niż ludzi...



Malutka wieś Wilczogęby ma już ponad 500 lat. 

środa, 12 sierpnia 2015

18.07.2015 - Długosiodło - Lipniak-Majorat - Stara Osuchowa - Dybki-Ugorek - Brok (32.7 km)

Uczestnicy: Artur K., Grzegorz B.

Dziś jedziemy do Długosiodła, gminnej wsi położonej nieco ponad 20 kilometrów na północny wschód od Wyszkowa. To miejscowość o ponad ośmiosetletniej historii, będąca przez setki lat własnością biskupów płockich. Wysiadamy w centrum przy pomniku Kościuszki. Tuż obok gustowne gabloty informują o historii tego miejsca. Nie sposób nie zauważyć, że ostatnie dwieście lat Długosiodła to nieustanne ponure i krwawe zmagania z okupantami . Trudno w to uwierzyć, bo wieś leży z dala od głównych szlaków komunikacyjnych. W 1794 roku Długosiodło odwiedził Tadeusz Kościuszko, gdy maszerował z wojskami do Ostrołęki,  w  1831 i 1863 roku w pobliżu wsi miały miejsce krwawe starcia z wojskami rosyjskimi, w 1905 roku jej mieszkańcy żądali przywrócenia języka polskiego do szkół, w czasie niemieckiej okupacji toczyły się tu walki z partyzantami, w 1944 roku w pobliskim Lipniaku-Majoracie hitlerowcy wymordowali kilkuset mieszkańców okolicznych miejscowości... Można powiedzieć: historia Polski w pigułce. Gabloty o tym milczą, ale to zapewne nie wszystkie nieszczęścia, które spadły na tę spokojną wydawałoby się okolicę: w 1806 roku Napoleon starł się pod pobliskim Pułtuskiem z wojskami rosyjskimi, w 1920 roku w pobliskim Wyszkowie Polską Republikę Rad zakładał Marchlewski, Dzierżyński i Kohn. Długosiodło nie robi jednak wrażenia ponurego, przytłoczonego ciężarem historii miejsca. Sporo tu  ładnych, drewnianych chat, które mieszkańcy ozdabiają malowanymi wzorami kwiatów. Ładny jest też neogotycki kościół, w jego pobliżu znajduje się najstarszy na Mazowszu dąb Jan. Zasadzono go w 1481 roku, gdy budowano pierwszy murowany kościół. Po dawnym kościele nie pozostał ślad, dąb wciąż żyje, choć widać, że to staruszek.
Podążamy szlakiem niebieskim do Lipniaka-Majoratu. Idziemy przez gęsty las, mijamy pomnik ofiar hitlerowskiego terroru, maszerujemy  na południowy wschód przez las i szosą do Starej Osuchowej. Znajdujemy sklep, chwila przerwy, napoje, ciastka, rozmowa z miejscowymi amatorami złocistego trunku. W Dybkach się gubimy, piętnaście minut spędzamy na dyskusji, w którą stronę iść. Znów maszerujemy przez las. Mijamy szosę do Ostrowi Mazowieckiej i maszerujemy długim leśnym duktem w stronę wsi Bojany. Dwie gwałtowne burze przeczekujemy pod drzewem. Po kilku kolejnych kilometrach docieramy do granic Broku. Mijane ośrodki   wypoczynkowe sprawiają wrażenie pustych, a przecież jest środek sezonu. Czy do Broku ktoś oprócz nas jeszcze przyjeżdża? Znów zaczyna padać. W centrum Broku pod kościołem czeka na nas w samochodzie Magda.
Brok to senne dwutysięczne miasteczko, położone na północnym brzegu Bugu. Podobnie jak Pułtuski i Długosiodło należał przez setki lat do biskupów płockich, tu mieściła się ich letnia rezydencja. W XVI i XVII wieku był jednym z największych miast Mazowsza. Kres jego świetności  położył najazd szwedzki i wojna północna. Symbolem dawnej chwały jest gotycko-renesansowy kościół pw. św. Andrzeja z tzw.   sklepieniem pułtuskim. Pada deszcz, ludzi żadnych nie widać. Schodzimy na plażę, pogoda się poprawia. Z oddali dobiegają do nas chóralne śpiewy pijanych kibiców Legii. Idziemy brzegiem Bugu - widziane od strony rzeki domy i ośrodki wypoczynkowe są wyjątkowo szkaradne, tworzą gargamelowaty zlepek wszelkich możliwych stylów, technologii budowy i materiałów. Widok na dolinę Bugu zapiera jednak dech w piersi.



Długosiodło. Pomnik Tadeusza Kościuszki. Naczelnik zatrzymał się tutaj w czasie przemarszu z Warszawy do Ostrołęki. Pomnik dłuta E. Majakowskiego odsłonięto w 1977 r. 



Długosiodło. Zabytkowy dom.



Długosiodło. Neogotycki kościół p.w. Wniebowzięcia NMP. Kościół wybudowano w l. 1908-12. Autorem projektu był znany architekt Józef Pius Dziekoński. 



Wnętrze kościoła w Długosiodle zaskakuje brązowo-niebieską kolorystyką. 




Jan - najstarszy mieszkaniec Długosiodła i zapewne najstarszy dąb na Mazowszu. 



Długosiodło. Zabytkowa kostnica z przełomu XIX i XX w. 



Okolice Długosiodła są wspaniałym miejscem dla grzybiarzy. Od 2003 r. odbywają się tu we wrześniu Mistrzostwa Polski Aktorów i Dziennikarzy w grzybobraniu. 



Lipniak-Majorat. Miała tu miejsce jedna z najkrwawszych niemieckich akcji pacyfikacyjnych w Polsce. Oddziały Wermachtu - w odwecie za partyzancką działalność - wymordowały 448 Polaków, mieszkańców okolicznych wsi. 


Na zachód od Broku rozciąga się Puszcza Biała, zwarty kompleks leśny, ciągnący się od Pułtuska po Brok i Ostrów Mazowiecką. Nazwa Puszcza Biała wywodzi się zapewne od wełnianki, kwitnącej na biało niepozornej bagiennej roślinki. Dziś bagien jest jednak niewiele - dominuje drzewostan sosnowy.

  

Brok. Kościół pw. św. Andrzeja. Wybudowany w latach 1544-1560 z fundacji biskupa płockiego Andrzeja Noskowskiego stanowi połączenie gotyckiej bryły z renesansowymi zdobieniami.   



Z plaży w Broku rozpościera się piękny widok na dolinę Bugu. 


środa, 5 sierpnia 2015

12.07.2015 - Pułtusk - Kleszewo - Przemiarowo - Głodowo - Szwelice - Zelki Dąbrowe - Chrzanowo-Godawy - Maków Mazowiecki (31.4 km)

Uczestnicy: Ewa B., Grzegorz B.

Rano raz jeszcze udajemy się na pułtuski rynek. Delektując się spokojem upalnej niedzieli jemy śniadanie w barze Żaczek. Czas płynie tu powoli i ów leniwy nastrój udziela się i nam. Upał się wzmaga. Nie pozostaje nam jednak nic innego, jak ruszyć w drogę.
Idziemy szosą w stronę Makowa Mazowieckiego. Mijamy zabytkowy kościół św. Krzyża i zatrzymujemy się kilometr dalej, tuż za północnymi granicami miasta. Znajduje się tu cmentarz żołnierzy radzieckich, poległych jesienią 1944 i w styczniu 1945 roku. Centralnym punktem cmentarza jest półkolista monumentalna kolumnada ozdobiona figurami żołnierzy i zwieńczona propagandowym napisem głoszącym chwałę żołnierzy niezwyciężonej Armii Czerwonej. Po obu jej stronach znajdują się kwatery żołnierzy, w większości bezimiennych. Niezwyciężona armia biednych, bezimiennych, z pewnością w większości młodych chłopaków. Trudno się oprzeć poczuciu straszliwego dysonansu. Spacerujemy między grobami, czasem natkniemy się na jakąś informację o poległym. Kim byli ludzie, którzy tu spoczywają?  Jaka pamięć się im należy ? 17 tysięcy żołnierzy, niemal tyle samo, ile Pułtusk ma mieszkańców...  
Skręcamy w stronę Przemiarowa, odbijamy od szosy i maszerujemy drogą przez las. Gubimy się i się odnajdujemy, wychodzimy na szosę, maszerujemy w spiekocie przez Głodowo. W Szwelicach delektujemy się piwem i ciasteczkami i bawimy z kotkiem. Kolejne pola, kolejne szosy, kolejne wsie. Docieramy do Makowa. Popijając cydr czekamy na autobus do Warszawy, autobus nie przyjeżdża. Szybkim krokiem zdążamy na dworzec autobusowy, mijając po drodze gotycki kościół Bożego Ciała. Jesteśmy na brzydkim, obdrapanym dworcu, schowanym gdzieś z boku i niemal niewidocznym. W oczekiwaniu na autobus (wiemy, że przyjedzie, ludzie czekają) oglądamy niezwykły pomnik stworzony z macew. Czytam na stronach Wirtualnego Sztetla o historii tego miejsca. W czasach PRL na miejscu dawnego cmentarza żydowskiego władze wybudowały dworzec autobusowy. Macewy z nekropolii posłużyły do utwardzenia pobliskich ulic. W 1987 roku lokalni społecznicy i makowscy Żydzi zbudowali z odzyskanych macew ten niezwykły symbol pamięci.
Dwa cmentarze, dwie pamięci. Żołnierze sowieccy, imperialny symbol sowieckiej władzy, spoczywają majestatycznie pod kolumnadą. Dwadzieścia kilometrów na północ makowscy Żydzi nieśmiało proszą o wspomnienie.


        
Kleszewo. Cmentarz Żołnierzy Radzieckich. Centralną część cmentarza wyznacza półkolista kolumnada zwieńczona postaciami żołnierzy i opatrzona napisem głoszącym chwałę Armii Czerwonej. 



Kleszewo. Cmentarz Żołnierzy Radzieckich. Przy niektórych grobach umieszczono tabliczki z imieniem poległego żołnierza, ale większość jest bezimienna. 



Kleszewo. Cmentarz Żołnierzy Radzieckich. 



Lipa. Mała rzeczka Pełta, dopływ Narwi.  


Okolice Przemiarowa. Krowy wygodnie ułożyły się na polu... 



a kotek wypoczywa na stole (sklep w Szwelicach). 



Bujne, złote pola pod Szwelicami.  



Chrzanowo-Godawy. 



Maków Mazowiecki. Niezwykły pomnik z macew starego cmentarza. Na  miejscu cmentarza w czasach PRL zbudowano dworzec autobusowy. Macewy posłużyły do utwardzania dróg.  

piątek, 31 lipca 2015

11.07.2015 - Pułtusk - Ponikiew - Pawłówek - Szygówek - Zambski Kościelne - Pułtusk (38.9 km)

Uczestnicy: Ewa B., Grzegorz B., Ania Z. (Pułtusk - Pawłówek)

Jedziemy do Pułtuska. Miło przejść się po rynku, zajrzeć na zamek i przespacerować się wzdłuż jednego z kanałów. Trudno oprzeć się urokowi tego miasta, które - jako jedno z nielicznych na Mazowszu - zachowało swoje zabytki, swoją historyczną tkankę miejską, swój klimat. Oglądamy klasycystyczne budynki przy rynku. W jednym z nich na przełomie 1806 i 1807 roku kwaterował Napoleon. Czy zorganizowano mu wtedy Sylwestra i z kim się bawił? Może odpowiedź na to pytanie znają ci, co zwiedzili wystawę miejscowego muzeum "Napoleon w Pułtusku" zorganizowaną w budynku po przeciwnej stronie rynku. My niestety tam nie dotarliśmy. Pułtuski rynek jest oczywiście bardzo duży. Wedle mało krytycznych przewodników ma być najdłuższym rynkiem w Europie, ale chyba nie jest to prawda - rynek w czeskim Litomyślu na moje oko jest jednak znacznie dłuższy. Przy północnym skraju Rynku stoi bazylika Zwiastowania NMP i św. Mateusza. Pułtuska bazylika to jeden z najpiękniejszych kościołów na Mazowszu. Tak piszą przewodniki i tym razem nie wypada się z tym nie zgodzić. Kościół przez wiele lat był remontowany, ale efekt zabiegów konserwatorskich jest imponujący. Zadziwia bogactwo barokowego wystroju, nagrobki i epitafia szlacheckie. Nietypowe jest sklepienie nawy głównej  w formie połączonych kół.
Nie możemy sobie odmówić konsumpcji kawy na rynku. Przyjemnie się spaceruje, jeszcze przyjemniej się siedzi pod parasolami, ale czas biegnie nieubłaganie. Z opóźnieniem wyruszamy w drogę. Przechodzimy do mostu, skąd podążamy zielonym szlakiem do Ponikwi. Dalszy odcinek trasy przebiega wśród malowniczych pól i łąk wzdłuż Narwi. Żegnamy Anię, która wraca do Pułtuska i maszerujemy na północ, a potem na wschód doliną Narwi. W tym miejscu rzeka gwałtownie zmienia kierunek, choć w terenie ta zmiana jest niedostrzegalna. W  idyllicznym krajobrazie zielonych łąk, bocianów i koni człowiek jest jedynie elementem sił przyrody i może dlatego ta błogość udziela się nam bez reszty. Docieramy do Zambsek Kościelnych, sennej wsi, która dawno temu przez 150 lat cieszyła się prawami miejskimi. Czynny sklep zachęca do odwiedzin. W barze na tyłach starszy mężczyznach pije kolejne piwo. Nam wystarczy jedno, pojadamy miejscowe kiełbaski i sernik. Robi się chłodno, idziemy zobaczyć kościół. Położony  na wzgórzu dostojnie góruje nad doliną Narwi. Wracamy do Pułtuska długą drogą przez las. Zapada zmierzch.



Pułtusk. Bazylika Zwiastowania NMP i św. Mateusza. Budowlę wzniesiono w 1449 roku z fundacji biskupa płockiego Pawła Giżyńskiego. Pułtusk przez kilkaset lat był własnością biskupów płockich. 



Pułtusk. Wnętrze bazyliki. Na szczególną uwagę zasługuje sklepienie w postaci sieci kół zwane sklepieniem pułtuskim. Podobne można obejrzeć w kościele w Broku. 



Klasycystyczny ratusz w Pułtusku nie powstał wbrew pozorom w XIX wieku. Wybudowano go w latach 1952-54.  


Pułtusk. Pozostałością dawnego ratusza, spalonego w 1944 r., jest gotycka wieża z XV wieku. 



Pułtusk. Tablica upamiętniająca kilkudniowy pobyt Napoleona w tym mieście. Cesarz spędził w Pułtusku Sylwestra 1806 roku. Jak się bawił i z kim? 
















Pułtusk. Kawa na Rynku. Ciastka przywiozła Ewa. 



Rynek w Pułtusku ma 380 m. długości. Jest zapewne najdłuższym rynkiem w Polsce, choć raczej w Europie znajdą się dłuższe. Byłoby tu znacznie przyjemniej, gdyby wprowadzono zakaz wjazdu samochodów. Tak mamy największy w Polsce parking.   



Pułtusk. Jeden z kanałów, nad którymi położone jest Stare Miasto. 



Narew w okolicach Pawłówka.



Pawłówek. Nie udało się nam ustalić, do kogo skierowany jest ten apel. 



Jedynym piechurem napotkanym na całej trasie był... bocian.



Okolice Pawłówka. Rozległe łąki nad Narwią. 



Okolice Szygówka. 



Narew w okolicach Zambsek Kościelnych. 



Zambski Kościelne. Dziwna drewnana konstrukcja, zapewne dawny spichlerz. 


poniedziałek, 27 lipca 2015

04.07.2015 - Nowy Lubiel - Wólka Lubielska - Janowo - Wincentowo - Rząśnik - Porządzie-Góry - Porządzie-Włóki - Zalesie - Leszczydół-Pustki - Wyszków (36.1 km)

Uczestnicy: Marlena F., Artur K., Grzegorz B., Magda R. (Leszczydół-Pustki - Wyszków)

Wyjeżdżamy spod Dworca Wileńskiego naszym ulubionym autobusem Warszawa - Nowy Lubiel. Dziś jedziemy do końca i po dwugodzinnej podróży lądujemy w Nowym Lubielu, niewielkiej wiosce położonej nad Narwią, 25 kilometrów na północ od Wyszkowa. W centrum wsi na rozległym placu stoi wyjątkowo ładny, drewniany  kościół i dzwonnica. Dominuje zabudowa letniskowa, niektóre drewniane domy wyglądają nieco absurdalnie - bardziej przypominają okazałe góralskie chaty niż mazowieckie domostwa. Idziemy na szosą na północny zachód. Słoneczna upalna pogoda niezbyt zachęca do intensywnego marszu, więc nad Narwią urządzamy sobie dłuższy postój. Leżymy, pojadamy owoce i toczymy zażartą dyskusję na temat tak poważnych zagadnień jak przerywanie ciąży, status płodu i moralność. W końcu ruszamy dalej, ale morale grupy jest niskie. Mijamy przeprawę promową i kierujemy się na południe.
Maszerujemy piaszczystą drogą do Woli Lubielskiej. Robi się coraz cieplej,  nie opada też temperatura naszego sporu, dyskusja dotyczy teraz problemu pomocy państwa dla ludzi bezrobotnych. Marlena jest zdania, że żadna pomoc od państwa nikomu się nie należy, ja gorąco protestuję przeciw takim sformułowaniom. Od Wólki Lubielskiej podążamy szosą dwa kilometry i dalej drogą żwirową do Janowa. W Wincentowie oglądamy pozostałości cmentarza osadników niemieckich sprowadzonych tu przez władze pruskie w celu osuszenia bagien.
Jesteśmy w Rząśniku. Delektujemy się zimnym piwem pod parasolami miejscowej pizzerii o wdzięcznej nazwie "U Baby Ali". Odcinek za Rząśnikiem jest zupełnie niezwykły. Maszerujemy przez Pulwy. Pulwy to fragment dawnych niedostępnych mokradeł, które w XIX i na początku XX wieku poddawano melioracji. Choć sprowadzeni do Polski Olędrzy osuszyli bagienny teren Pulw, teren nie został w pełni zagospodarowany: nie ma tu żadnych pól, ludzkich siedzib czy choćby drzew. Po horyzont łąki, bociany i krowy wypasane przez miejscowych gospodarzy.
Na południe od Pulw rozciąga się Puszcza Biała. Wędrujemy przecinką przez sosnowe bory do wsi Zalesie i Leszczydołu-Pustek, gdzie dołącza do nas Magda. Po kilku kilometrach docieramy do Wyszkowa. Wizyta w ulubionym lokalu Wyszkowianka wieńczy wyprawę. Podają nam tam wspaniały chłodnik. Na ekranie telewizora siatkówka: Polacy przegrywają z Amerykanami drugiego seta.



Nowy Lubiel. Zabytkowy kościół z końca XIX wieku. 



Nowy Lubiel. Kościół. 



Narew w okolicach Nowego Lubiela. 



Okolice Wólki Lubielskiej. 



Okolice Wólki Lubielskiej. 



Przydrożny krzyż w Janowie. 



Wincentowo. Cmentarz ewangelicki osadników niemieckich. Do realizacji projektu osuszania bagna Pulwy w I połowie XIX wieku władze pruskie sprowadziły niemieckich osadników, zwanych na Mazowszu Olędrami. Do ich zadań należało karczowanie lasów i budowanie systemów rowów odwadniających. Osadnicy zajmowali się również wytwarzaniem wyrobów z wierzby i  produkcją torfu, który pozyskiwali z osuszonych łąk. Osadnicy zamieszkiwali wsie Wincentowo, Nury  i Marianowo i nie integrowali się z miejscową ludnością. Mieli własne szkółki ewangelickie, cmentarze i kościół. Kres ich obecności na tych terenach nastąpił w 1945 roku. 



Pulwy. 60 kilometrów kwadratowych łąk i nieużytków. W tym miejscu przez wieki istniało nieprzebyte bagno. 



Pulwy. Rów odwadniający. 



Okolice Zalesia koło Wyszkowa. Fragment Puszczy Białej. 



Wyszków. Klasycystyczny kościół p.w. św. Idziego (1793-97)