piątek, 23 października 2015

12.09.2015 - Maków Mazowiecki - Makowica - Janopole - Czerwonka Włościańska - Czerwonka Szlachecka - Mariampole - Załuzie - Różan (26.5 km)

Uczestnicy: Artur K., Joanna T., Grzegorz B.

W mglisty i pochmurny sobotni poranek wyruszamy autobusem do Makowa Mazowieckiego. Szczęście nam nie sprzyja od samego rana, autobus za Serockiem charczy i pluje i ostatecznie - mimo heroicznych starań kierowcy - staje na dobre i już nie rusza. Czekamy kilkadziesiąt minut na następny i dopiero po 11 dojeżdżamy do Makowa.
Maków to przyjemne dziesięciotysięczne miasteczko, stolica powiatu makowskiego. W pobliżu dworca autobusowego z macew cmentarza żydowskiego zbudowano lapidarium (odsyłam do wycieczki z 12 lipca, gdzie jest o nim mowa). Najciekawszym zabytkiem Makowa jest gotycki kościół Bożego Ciała, wielokrotnie przebudowywany w XVIII, XIX i XX wieku. W rynku i jego pobliżu zachowało się sporo zabytkowych domów, warto obejrzeć również budynek na Orzycu, w którym przed wojną działała turbina wodno-elektryczna dostarczająca prąd dla miasta. W Makowie jest  wyjątkowo dużo wartych polecenia cukierni i w jednej z nich, o nazwie "Klementyna" zamawiamy kawę i ciastka.
Niestety później nie jest już tak przyjemnie. Za wsią Janopole zaczyna padać i pada tak do końca dnia. W Czerwonce Włościańskiej zwiedzamy neogotycki kościół wyróżniający się dwukolorową , pasiastą fasadą. Za Mariampolem skręcamy w polną drogę i maszerujemy przez las. Ostatni odcinek - z Załuzia do Różana - idziemy poboczem ruchliwej drogi. Załuzie sprawia wrażenie wsi dotkniętej tajemniczej kataklizmem, co drugi dom wygląda na opuszczony, nigdzie nie widać żywej duszy. Może dlatego, że wciąż pada i pada. W końcu docieramy do Różana, ale dziś już go nie obejrzymy. Zrobiło się już ciemno, trzeba wracać do domu...



Maków Mazowiecki - kościół Bożego Ciała z XV wieku. 



Maków Mazowiecki - zabytkowe domy w Rynku. 



Orzyc, który płynie przez Maków, jest dopływem Narwi. Ma 146 km długości i jest całkiem dużą i malowniczą rzeką.  



Maków Mazowiecki. Sztuczny zalew na Orzycu jest ulubionym miejscem wypoczynku mieszkańców miasta. 



Czerwonka Włościańska - neogotycki kościół Matki Boskiej Nieustającej Pomocy. Na fasadzie wciąż widać ślady artyleryjskiego ostrzału w 1945 roku. 




Okolice Mariampola. 



Okolice Załuzia. Marsz w deszczu.


czwartek, 15 października 2015

15.08.2015 - Małkinia Górna - Klukowo - Sumiężne - Stara Wieś - Nowe Kaczkowo - Stare Kaczkowo - Sagaje - Ostrów Mazowiecka (26.1 km)

Uczestnicy: Marlena F., Grzegorz B.

W piękny sierpniowy poranek wyruszamy w długą podróż do Małkini. Mogło by się wydawać, że to niedaleko - Małkinia to wieś położona na trasie kolejowej z Warszawy do Białegostoku, mniej więcej w połowie drogi. Z powodu remontu torów podróż jest jednak bardzo skomplikowana: należy dojechać pociągiem do Tłuszcza, przesiąść się na autobus do Sadownego i wsiąść w dziwny pociąg, w którym nie ma konduktora (i w związku z tym nie trzeba mieć biletu, zresztą w autobusie konduktora również nie ma!) i który przejeżdża jedynie dwie stacje...
I tak oto lądujemy w Małkini. W spiekocie sierpniowego upału błądzimy po wymarłej, czy raczej sprawiającej wymarłej, wsi. Kościół w Małkini nie robi na nas specjalnego wrażenia, ot kolejny przykład mazowieckiego neogotyku, ani lepszy, ani gorszy. Zapadają nam za to w pamięć słowa księdza, których zmuszeni jesteśmy wysłuchać: "musimy sobie zadać pytanie, czy jesteśmy naprawdę wolnym krajem, czy dobrze dbamy o zachowanie, by to co polskie, było polskie..." Nie da się ukryć, tego typu deklaracje nie przypadają nam do gustu. Ludzie, którzy przyszli na mszę nie wydają się jednak zbytnio przejęci, słuchają kazania z dziwną rezygnacją, jakby dobrze wiedzieli, czego mogą się spodziewać. Stoją nieruchomi, posępni...
Kierujemy się na zachód. Mijamy dziwny wielki drewniany budynek o nieznanym nam przeznaczeniu, wystawiony na sprzedaż. No i po kilkuset metrach widzimy sklep, proszę, święto narodowe, a sklep jest czynny... Nie możemy sobie odmówić przyjemności wypicia radlera i lemon shandy (sprawdzają się idealnie w takiej temperaturze, niby piwo, a jednak  nie czuć procentów, nie zamula i nie osłabia morale). Kilka kilometrów dalej, za Sumiężnym opuszczamy ruchliwą szosę i skręcamy na północ w stronę Starej Wsi. Za Starą Wsią rozpoczyna się Puszcza Biała - wielki kompleks leśny, położony w widłach Narwi i Bugu, region o specyficznej kulturze i warunkach przyrodniczych. Nowe Kaczkowo to malownicza wieś położona na południowym brzegu rzeki Brok, dopływu Narwi. Zachowało się dużo ładnych drewnianych budynków. Stare Kaczkowo jest położone na brzegu północnym: aby się tam dostać należy przejść drewnianym mostem na Broku i dojść łąkami. Za Starym Kaczkowem znów zagłębiamy się w Puszcze Białą. Po 10 kilometrach kluczenia po lesie docieramy do granic Ostrowi Mazowieckiej. Mijamy gigantyczne targowisko, które przypomina lotnisko, jest chyba większe niż słynny Jarmark Europa na Stadionie Dziesięciolecia. Kto i czym tu handluje? Białystok z Warszawą? Białoruś z Polską? Rosja z Niemcami? Skąd te rozmiary?
Ostrów Mazowiecka, czy raczej Ostrowia (nazwę Ostrów Mazowiecka ustalono dopiero w 1926 roku) to stare, piętnastowieczne miasto, w którym jednak nie ma zbyt wiele do oglądania. Miasto przeżywało swoje najlepsze dni w XVI wieku, a kres jego świetności położył wojny szwedzkie w XVII wieku. Pod neobarokowym ratuszem z 1927 roku umieszczono fotosy ze zdjęciami dawnej Ostrowi, miasteczka drewnianego, biednego, ale tętniącego życiem i z pewnością fascynującego. W czasie wojny zginęło 60 procent mieszkańców miasta, głównie Żydzi. Duże wrażenie - przede wszystkim wielkimi rozmiarami -  robi neogotycki kościół Wniebowzięcia NMP. Nie możemy go obejrzeć, bo znów  znów natrafiamy na mszę i kazanie. Słyszymy: "dzień staje się coraz krótszy, musimy się zastanowić nad upływającym czasem". Ta melancholijna i nieco spóźniona konstatacja - dzień robi się krótszy już w końcu od dwóch miesięcy - wywołuje w nas trdny do pojęcia niepokój: czas mija, a my wciąż błąkamy się po Mazowszu, wciąż te same miejsca i klimaty, wciąż ta sama mazowiecka bezczasowość, całe szczęście, że czasem jedziemy gdzieś dalej, gdzie wszystko jest nieco inne, chciałoby się powiedzieć mniej mazowieckie. Pod kościołem przyglądamy się  figurze Matki Boskiej, ufundowanej przez mieszkańców miastach jako wotum wdzięczności za... ocalenie cara Aleksandra III, który cało wyszedł z zamachu. To chyba ewenement w skali kraju. Obok kościoła renomowane liceum Kopernika w zabytkowym, przedwojennym budynku. Szukamy lokalu gastronomicznego i lądujemy w greckiej tawernie "Akropolis". Z czystym sumieniem można ją polecić każdemu, kto zawita do Ostrowi: jedzenie prawdziwie greckie, obfite i bardzo smaczne. upełnie niemazowieckie.



Małkinia Górna - kościół Najświętszego Serca Jezusowego, 1905-11. 



Małkinia Górna - drewniana chata. 



Puszcza Biała w okolicach Nowego Kaczkowa. 



Nowe Kaczkowo - widok z mostu na rzekę Brok. 



Stare Kaczkowo - tradycyjne, kurpiowskie, zdobienia okien. 



Okolice Starego Kaczkowa. 



Puszcza Biała. Okolice Starego Kaczkowa. 



Gigantyczne targowisko w Ostrowi Mazowieckiej. Można by tu urządzić lotnisko. Kto i czym tu handluje?



Ostrów Mazowiecka - pomnik księżnej Anny Mazowieckiej.  



Ostrów Mazowiecka. Neobarokowy ratusz z 1927 roku. 



Ostrów Mazowiecka. Figura Matki Boskiej na tle monumentalnej fasady kościoła Wniebowzięcia NMP. Figura Matki Boskiej jest wotum za uratowanie cara Aleksandra III. 



Ostrów Mazowiecka. Napis pod figurą Matki Boskiej. To chyba ewenement w skali kraju. 



Ostrów Mazowiecka. Przedwojenny budynek Koedukacyjnego Gimnazjum Humanistycznego, obecnie Liceum Kopernika. 

sobota, 26 września 2015

01.08.2015 - Paplin - Borzychy - Starawieś - Poszewka - Żeleźnik - Miedzna - Kliny - Chmielew (31.1 km)

Uczestnicy: Artur K., Anna Z., Grzegorz B., Magda R. (Paplin - Miedzna)

Celem naszej dzisiejszej wyprawy jest Ziemia Węgrowska. Jedziemy autobusem do Paplina, miejscowości położonej nad Liwcem kilkanaście kilometrów północ od Węgrowa. W Paplinie znajduje się pierwszy z obiektów, które chcemy dziś zobaczyć: stoi tam wspaniały, osiemnastowieczny drewniany dwór, jeden z nielicznych zachowanych na Mazowszu zabytków tej klasy. Dwór został niedawno wyremontowany i sądząc po zdjęciach prezentuje się nadzwyczaj okazale. Można go zwiedzić po uprzednim umówieniu się z właścicielką, o czym informuje stosowna tablica. My tego nie uczyniliśmy i musimy obejść się smakiem. Zza wielkiej drewnianej bramy  nie widać nawet kawałka pożądanego przez nas zabytku. Używając terminologii piłkarskiej jest piąta minuta gry i przegrywamy już 0:1.
Piłka nadal jest jednak w grze. W Borzychach krzepimy się pod sklepem Królem i ciastkami, ale zmasowany atak os każe się nam stamtąd szybko wynosić. Po 3 kilometrach docieramy do Starejwsi. Czeka tu nas kolejny rarytas: wspaniały siedemnastowieczny pałac Bogusława Radziwiłła, przebudowany w w XIX wieku w stylu neogotyku angielskiego. Równie piękne jest otoczenie pałacu: romantyczny park oraz oficyna i kordegarda. Właścicielem posesji jest Narodowy Bank Polski. Czasem brama jest otwarta i można podejść i obejrzeć pałac z bliska, a nawet zajrzeć do środka i podziwiać niezwykłe neogotyckie wnętrza - kiedyś mi się to udało. Ale teraz brama jest zamknięta na głucho i próby skontaktowania się z recepcją nie dają żadnego rezultatu. Wygląda, że wszyscy łącznie z dozorcą wyjechali na wakacje. Przed przerwą tracimy zatem drugiego gola i przegrywamy już 0:2! Na osłodę zaglądamy do  neogotyckiego kościoła po drugiej stronie szosy.
Maszerujemy drogą gruntową do Poszewki. To bardzo ładny, malowniczy fragment dzisiejszej trasy, wśród złotych pól i niewielkich zagajników. W Poszewce znajdujemy sklep: wylegujemy się popijając piwo. Maszerujemy szosą do Żeleźnik i w końcu lądujemy w dużej gminnej wsi Miedzna. Chcielibyśmy coś przekąsić. Zostajemy skierowani do jednego z dwóch barów, mieszczącego się w dużym betonowym budynku w centrum. Czas zatrzymał się tu na latach siedemdziesiątych: zamawiamy pierogi,  pani przyjmuje zamówienia pojedynczo i sama je przyrządza, co wydłuża wydawanie posiłków w nieskończoność. Ania otrzymuje pierogi z mięsem zamiast z serem i rezygnuje. Magda idzie na autobus do Warszawy, Artur wciąż czeka na swoją porcję. Autobus nie przyjeżdża, prawdopodobnie w ogóle dziś nie jeździ, co przy dzisiejszym braku szczęścia wydaje się dość zrozumiałe. Magda postanawia łapać autostop do Węgrowa, ale droga, którą wybiera jest nieprzejezdna i musi wrócić. W rezultacie po godzinie jest w tym samym miejscu, z którego wyruszyła.  Zza ogrodzenia oglądamy niepozorny, drewniany dworek w Miedznej. W tym miejscu w XVIII wieku stał zameczek, pozostały po nim fortyfikacje i podziemia. Nie zobaczymy tego wszystkiego, bo brama jest zamknięta. A więc kolejny stracony gol, przegrywamy 0:3!
W końcu Magdzie udaje się złapać stopa. Idziemy w trójkę pięknymi polnymi drogami wśród pól owsa i żyta. Idziemy na azymut, trochę mylimy drogę, znosi nas w stronę Jartyporów. Odnajdujemy się na mapie, maszerujemy polną drogą do Chmielewa. Zapadł zmrok. Jest czas żniw, w oddali pracują kombajny. Na niebie pojawił się ogromny księżyc.


   
Starawieś - pałac Bogusława Radziwiłła, przebudowany w 1840 roku przez Sergiusza Golicyna w stylu neogotyku angielskiego. Obok park krajobrazowy, oficyna i kordegarda. Tyle udało się dostrzec zza bramy...



Pałac w Stararejwsi - zdjęcie wykonane w sierpniu 2011 roku. W palacu mieści się ośrodek szkoleniowy NBP. Czasem brama jest otwarta i można wejść na teren parku. Należy koniecznie zajrzeć do środka pałacu i obejrzeć unikalne, neogotyckie zdobienia.   



Starawieś - właśnie straciliśmy drugą bramkę, jest już 0:2...



Starawieś - neogotycki kościół św. Michała Archanioła



Okolice Miedznej. 



Okolice Miedznej. Wielkie pola żyta. 


piątek, 14 sierpnia 2015

19.07.2015 - Brok (Morzyczyn Włościański) - Wilczogęby - Grabiny - Ocięte - Krupińskie - Topór - Zagrodniki (23.0 km)

Uczestnicy: Artur K., Grzegorz B.

Rano zwijamy namioty, które rozstawiliśmy na południowym brzegu Bugu i ruszamy dalej. Długi odcinek maszerujemy na zachód wałem wzdłuż Bugu. Jest tu wyjątkowo pięknie, choć upał dokucza straszliwie. Wokół tylko bociany, myszołowy, zające i sarny.  Docieramy do niewielkiej wsi Wilczogęby, która chlubi się pięciusetletnią historią. Skończyła się nam woda i szukamy jakiegoś gospodarstwa. Ludzi tu prawie nie widać, wszystko gubi się w zieleni i żółci.
Za Grabinami nie możemy odnaleźć drogi na południe i lądujemy na czyimś gospodarstwie. Podążamy przez olbrzymie łąki. W normalnych warunkach droga jest bagnista i trudna do przebycia, teraz bagna wyschły na wiór i wszędzie się da przejść suchą nogą. Wieś Ocięte, potem szosa, kolejna wieś Krupińskie i malownicza droga przez las prosto do stacji PKP Topór. Pociągi  jednak nie jeżdżą, z powodu modernizacji trakcji nie ma nawet torów. Nawet tu nie da się uciec od terroru postępu. Wracamy autobusem kolejowym.



Okolice Sojkówka. Wał wzdłuż Bugu. 



Bug w okolicach Wilczogąb. 



Mamy lipiec, a żółtawe barwy traw sugerują już koniec lata. 



Więcej tu bocianów niż ludzi...



Malutka wieś Wilczogęby ma już ponad 500 lat. 

środa, 12 sierpnia 2015

18.07.2015 - Długosiodło - Lipniak-Majorat - Stara Osuchowa - Dybki-Ugorek - Brok (32.7 km)

Uczestnicy: Artur K., Grzegorz B.

Dziś jedziemy do Długosiodła, gminnej wsi położonej nieco ponad 20 kilometrów na północny wschód od Wyszkowa. To miejscowość o ponad ośmiosetletniej historii, będąca przez setki lat własnością biskupów płockich. Wysiadamy w centrum przy pomniku Kościuszki. Tuż obok gustowne gabloty informują o historii tego miejsca. Nie sposób nie zauważyć, że ostatnie dwieście lat Długosiodła to nieustanne ponure i krwawe zmagania z okupantami . Trudno w to uwierzyć, bo wieś leży z dala od głównych szlaków komunikacyjnych. W 1794 roku Długosiodło odwiedził Tadeusz Kościuszko, gdy maszerował z wojskami do Ostrołęki,  w  1831 i 1863 roku w pobliżu wsi miały miejsce krwawe starcia z wojskami rosyjskimi, w 1905 roku jej mieszkańcy żądali przywrócenia języka polskiego do szkół, w czasie niemieckiej okupacji toczyły się tu walki z partyzantami, w 1944 roku w pobliskim Lipniaku-Majoracie hitlerowcy wymordowali kilkuset mieszkańców okolicznych miejscowości... Można powiedzieć: historia Polski w pigułce. Gabloty o tym milczą, ale to zapewne nie wszystkie nieszczęścia, które spadły na tę spokojną wydawałoby się okolicę: w 1806 roku Napoleon starł się pod pobliskim Pułtuskiem z wojskami rosyjskimi, w 1920 roku w pobliskim Wyszkowie Polską Republikę Rad zakładał Marchlewski, Dzierżyński i Kohn. Długosiodło nie robi jednak wrażenia ponurego, przytłoczonego ciężarem historii miejsca. Sporo tu  ładnych, drewnianych chat, które mieszkańcy ozdabiają malowanymi wzorami kwiatów. Ładny jest też neogotycki kościół, w jego pobliżu znajduje się najstarszy na Mazowszu dąb Jan. Zasadzono go w 1481 roku, gdy budowano pierwszy murowany kościół. Po dawnym kościele nie pozostał ślad, dąb wciąż żyje, choć widać, że to staruszek.
Podążamy szlakiem niebieskim do Lipniaka-Majoratu. Idziemy przez gęsty las, mijamy pomnik ofiar hitlerowskiego terroru, maszerujemy  na południowy wschód przez las i szosą do Starej Osuchowej. Znajdujemy sklep, chwila przerwy, napoje, ciastka, rozmowa z miejscowymi amatorami złocistego trunku. W Dybkach się gubimy, piętnaście minut spędzamy na dyskusji, w którą stronę iść. Znów maszerujemy przez las. Mijamy szosę do Ostrowi Mazowieckiej i maszerujemy długim leśnym duktem w stronę wsi Bojany. Dwie gwałtowne burze przeczekujemy pod drzewem. Po kilku kolejnych kilometrach docieramy do granic Broku. Mijane ośrodki   wypoczynkowe sprawiają wrażenie pustych, a przecież jest środek sezonu. Czy do Broku ktoś oprócz nas jeszcze przyjeżdża? Znów zaczyna padać. W centrum Broku pod kościołem czeka na nas w samochodzie Magda.
Brok to senne dwutysięczne miasteczko, położone na północnym brzegu Bugu. Podobnie jak Pułtuski i Długosiodło należał przez setki lat do biskupów płockich, tu mieściła się ich letnia rezydencja. W XVI i XVII wieku był jednym z największych miast Mazowsza. Kres jego świetności  położył najazd szwedzki i wojna północna. Symbolem dawnej chwały jest gotycko-renesansowy kościół pw. św. Andrzeja z tzw.   sklepieniem pułtuskim. Pada deszcz, ludzi żadnych nie widać. Schodzimy na plażę, pogoda się poprawia. Z oddali dobiegają do nas chóralne śpiewy pijanych kibiców Legii. Idziemy brzegiem Bugu - widziane od strony rzeki domy i ośrodki wypoczynkowe są wyjątkowo szkaradne, tworzą gargamelowaty zlepek wszelkich możliwych stylów, technologii budowy i materiałów. Widok na dolinę Bugu zapiera jednak dech w piersi.



Długosiodło. Pomnik Tadeusza Kościuszki. Naczelnik zatrzymał się tutaj w czasie przemarszu z Warszawy do Ostrołęki. Pomnik dłuta E. Majakowskiego odsłonięto w 1977 r. 



Długosiodło. Zabytkowy dom.



Długosiodło. Neogotycki kościół p.w. Wniebowzięcia NMP. Kościół wybudowano w l. 1908-12. Autorem projektu był znany architekt Józef Pius Dziekoński. 



Wnętrze kościoła w Długosiodle zaskakuje brązowo-niebieską kolorystyką. 




Jan - najstarszy mieszkaniec Długosiodła i zapewne najstarszy dąb na Mazowszu. 



Długosiodło. Zabytkowa kostnica z przełomu XIX i XX w. 



Okolice Długosiodła są wspaniałym miejscem dla grzybiarzy. Od 2003 r. odbywają się tu we wrześniu Mistrzostwa Polski Aktorów i Dziennikarzy w grzybobraniu. 



Lipniak-Majorat. Miała tu miejsce jedna z najkrwawszych niemieckich akcji pacyfikacyjnych w Polsce. Oddziały Wermachtu - w odwecie za partyzancką działalność - wymordowały 448 Polaków, mieszkańców okolicznych wsi. 


Na zachód od Broku rozciąga się Puszcza Biała, zwarty kompleks leśny, ciągnący się od Pułtuska po Brok i Ostrów Mazowiecką. Nazwa Puszcza Biała wywodzi się zapewne od wełnianki, kwitnącej na biało niepozornej bagiennej roślinki. Dziś bagien jest jednak niewiele - dominuje drzewostan sosnowy.

  

Brok. Kościół pw. św. Andrzeja. Wybudowany w latach 1544-1560 z fundacji biskupa płockiego Andrzeja Noskowskiego stanowi połączenie gotyckiej bryły z renesansowymi zdobieniami.   



Z plaży w Broku rozpościera się piękny widok na dolinę Bugu. 


środa, 5 sierpnia 2015

12.07.2015 - Pułtusk - Kleszewo - Przemiarowo - Głodowo - Szwelice - Zelki Dąbrowe - Chrzanowo-Godawy - Maków Mazowiecki (31.4 km)

Uczestnicy: Ewa B., Grzegorz B.

Rano raz jeszcze udajemy się na pułtuski rynek. Delektując się spokojem upalnej niedzieli jemy śniadanie w barze Żaczek. Czas płynie tu powoli i ów leniwy nastrój udziela się i nam. Upał się wzmaga. Nie pozostaje nam jednak nic innego, jak ruszyć w drogę.
Idziemy szosą w stronę Makowa Mazowieckiego. Mijamy zabytkowy kościół św. Krzyża i zatrzymujemy się kilometr dalej, tuż za północnymi granicami miasta. Znajduje się tu cmentarz żołnierzy radzieckich, poległych jesienią 1944 i w styczniu 1945 roku. Centralnym punktem cmentarza jest półkolista monumentalna kolumnada ozdobiona figurami żołnierzy i zwieńczona propagandowym napisem głoszącym chwałę żołnierzy niezwyciężonej Armii Czerwonej. Po obu jej stronach znajdują się kwatery żołnierzy, w większości bezimiennych. Niezwyciężona armia biednych, bezimiennych, z pewnością w większości młodych chłopaków. Trudno się oprzeć poczuciu straszliwego dysonansu. Spacerujemy między grobami, czasem natkniemy się na jakąś informację o poległym. Kim byli ludzie, którzy tu spoczywają?  Jaka pamięć się im należy ? 17 tysięcy żołnierzy, niemal tyle samo, ile Pułtusk ma mieszkańców...  
Skręcamy w stronę Przemiarowa, odbijamy od szosy i maszerujemy drogą przez las. Gubimy się i się odnajdujemy, wychodzimy na szosę, maszerujemy w spiekocie przez Głodowo. W Szwelicach delektujemy się piwem i ciasteczkami i bawimy z kotkiem. Kolejne pola, kolejne szosy, kolejne wsie. Docieramy do Makowa. Popijając cydr czekamy na autobus do Warszawy, autobus nie przyjeżdża. Szybkim krokiem zdążamy na dworzec autobusowy, mijając po drodze gotycki kościół Bożego Ciała. Jesteśmy na brzydkim, obdrapanym dworcu, schowanym gdzieś z boku i niemal niewidocznym. W oczekiwaniu na autobus (wiemy, że przyjedzie, ludzie czekają) oglądamy niezwykły pomnik stworzony z macew. Czytam na stronach Wirtualnego Sztetla o historii tego miejsca. W czasach PRL na miejscu dawnego cmentarza żydowskiego władze wybudowały dworzec autobusowy. Macewy z nekropolii posłużyły do utwardzenia pobliskich ulic. W 1987 roku lokalni społecznicy i makowscy Żydzi zbudowali z odzyskanych macew ten niezwykły symbol pamięci.
Dwa cmentarze, dwie pamięci. Żołnierze sowieccy, imperialny symbol sowieckiej władzy, spoczywają majestatycznie pod kolumnadą. Dwadzieścia kilometrów na północ makowscy Żydzi nieśmiało proszą o wspomnienie.


        
Kleszewo. Cmentarz Żołnierzy Radzieckich. Centralną część cmentarza wyznacza półkolista kolumnada zwieńczona postaciami żołnierzy i opatrzona napisem głoszącym chwałę Armii Czerwonej. 



Kleszewo. Cmentarz Żołnierzy Radzieckich. Przy niektórych grobach umieszczono tabliczki z imieniem poległego żołnierza, ale większość jest bezimienna. 



Kleszewo. Cmentarz Żołnierzy Radzieckich. 



Lipa. Mała rzeczka Pełta, dopływ Narwi.  


Okolice Przemiarowa. Krowy wygodnie ułożyły się na polu... 



a kotek wypoczywa na stole (sklep w Szwelicach). 



Bujne, złote pola pod Szwelicami.  



Chrzanowo-Godawy. 



Maków Mazowiecki. Niezwykły pomnik z macew starego cmentarza. Na  miejscu cmentarza w czasach PRL zbudowano dworzec autobusowy. Macewy posłużyły do utwardzania dróg.