piątek, 16 czerwca 2017

04.02.2017 - PKP Sucha Żyrardowska - Jesionka - Hipolitów - Miedniewice - Kamionka - Budy Grabskie - Skierniewice (29.5 km)

Uczestnicy: Artur K., Joanna T., Marlena F., Agnieszka B., Ula P., Grzegorz B.

O 9.30 jesteśmy na stacji Sucha Żyrardowska. Ruszamy w drogę! Mijamy wieś Jesionka i zagłębiamy się w piękną Puszczę Wiskicką. Są 3 stopnie powyżej zera, drogę pokrywa warstwa zmrożonego śniegu. Asia ma poważne problemy z utrzymaniem równowagi i kilkakrotnie ląduje na ziemi. Rozmawiamy o filmach, nowych pomysłach ministra Szyszki i wstawaniu z kolan. W zasadniczych kwestiach się nie różnimy, co jest pokrzepiające, możemy wspólnie psioczyć na władzę. Co pewien czas rozgrzewamy się domowym winem, które Ula zabrała z domu. Idziemy na północ, szlak się kończy, gubimy się. Drogę pokazują nam robotnicy leśni, wino, podobnie jak szlak, też się kończy, maszerując ścieżkami na azymut dochodzimy do Hipolitowa. Mijamy ładny dworek, przy ogrodzeniu jakiś sumiasty mężczyzna bawi się z psami. Przechodzimy na drugą stronę autostrady i oto jesteśmy w Miedniewicach. Piękne barokowe sanktuarium jest zamknięte. Nikogo nie ma w pobliżu, jest pusto i zimno. Asia idzie do księdza po klucz.
W 1674 roku Jakub Trojańczyk, gospodarz z Miedniewic zawiesił w stodole kupiony na odpuście drzeworyt Świętej Rodziny. Nad strzechą stodoły pojawił się cudowny blask. Blask powtarzał się wielokrotnie i do Miedniewic zaczęły ściągać tłumy wiernych. Cud został szybko uznany przez władze Kościoła i na miejscu stodoły postawiono świątynię. W połowie XVIII w. wzniesiono istniejący do dziś barokowy kościół z dziedzińcem z krużgankami. Po kościele oprowadza nas franciszkanin, ojciec Marek. Czarny kolor ołtarzy przydaje świątyni niepokojącego mroku - pomalowano je tak po powstaniu styczniowym na znak żałoby. Władze carskie zakazały wówczas odwiedzania sanktuarium w odwecie za poparcie, którego zakonnicy udzielili powstańcom. Ojciec Marek uruchamia mechanizm odsłaniania cudownego drzeworytu, ale i tak niewiele możemy zobaczyć. Drzeworyt jest niepozorny i trudno dostrzec jakieś szczegóły. Większe wrażenie robi zabytkowa szafa w zakrystii i świeżo odnowione malowidła, pokrywające pomieszczenie. Jak przyznaje nasz rozmówca, cały kościół i klasztor wymagają kapitalnego remontu, zakonnicy starają się o dofinansowanie.
Jest zimno. W sklepie kupujemy 32-procentowy napój cytrynowo-miętowy. Nie jest to dobra decyzja, o czym przekonujemy się na przystanku autobusowym za Miedniewicami. Napój ma intensywnie zielony kolor i smak pasty Colgate, trudno sobie wyobrazić bardziej sztuczny trunek. Idziemy na południe, raczymy się bez przyjemności napojem pod wiatą. Ściemnia się, mkniemy przez las, gnamy szosą. W pobliżu przystanku PKP Skierniewice Rawka odwiedzamy sklep i aby zmyć niesmak po poprzednim trunku  kupujemy soplicę mirabelkową. Pół godziny później siedzimy w pociągu i zmierzamy do Warszawy.


    
Okolice Hipolitowa. Przerwa aprowizacyjna. Ula ma domowe wino. Jest bardzo dobre...
(wszystkie zdjęcia Artura, któremu w tym miejscu bardzo dziękuję)



Okolice Hipolitowa. Marsz przez las. 



Hipolitów został dotknięty plagą. 



Zabawa na śniegu. 



Miedniewice - brama do klasztoru. 



Miedniewice - krużganki klasztorne. 



Miedniewice - dziedziniec klasztoru. 



Miedniewice. Zakrystia kościoła Nawiedzenia NMP. Pomieszczenie zdobią bogate malowidła i stylowa szafa. 



To była pomyłka. Nigdy nie kupujcie bielskiej cytryny z miętą. Smakuje jak pasta Colgate. 



Okolice Kamionki. 



Okolice Kamionki. 

sobota, 15 kwietnia 2017

21.01.2017 - Otwock - rez. Na Torfach - Tabor - Regut - Celestynów (23.5 km)

Uczestnicy: Artur K., Joanna T., Grzegorz B.

Nowy sezon wycieczkowy zaczynamy od wizyty w Otwocku. Kroki kierujemy do cukierni i piekarni Wanda usytuowanej w samym centrum miasta przy ul. Kupieckiej 1. To właśnie w tym miejscu - wedle powszechnej opinii naszych drogich koleżanek - sprzedają najlepszą w Polsce malinową chmurkę, cudowne ciasto z malinowym środkiem, bitą śmietaną i kruchym spodem. O tym, że warto tu przyjść, przekonał nas tłum ludzi cierpliwie oczekujących w długiej kolejce. Wielka obfitość ciast, ciasteczek, chlebów i niezwykle smakowitych tortów zrobi wrażenie nawet na osobie, która nie przepada za słodyczami. Cierpliwie czekamy na swoją kolej. Trud zostaje wynagrodzony - nie poprzestajemy bynajmniej jedynie na malinowej chmurce, mamy też porzeczkowca, babeczki, muffina i drożdżówki. Niestety w cukierni nie da się skonsumować zakupionych pyszności. Nie pozostaje nam nic innego, jak udać się do konkurencyjnej cukierni Sosenka, usytuowanej w okazałej drewnianej wilii w pobliżu przedwojennego budynku kasyna. Otrzymujemy zezwolenie na konsumpcję konkurencyjnych łakoci, siadamy przy gustownym stoliku w stylu art-deco, zamawiamy kawę i oddajemy się rozkoszy. Malinowa chmurka jest rzeczywiście genialna: kruchy, rozpływający się w ustach spód, kwaskowaty środek i słodziutki wierzch. Porzeczkowiec jest dobry, ale nie umywa się do chmurki. Inne produkty są wyśmienite, ale chmurka jest najlepsza. Entuzjastyczne opinie o otwockiej chmurce nie są przesadzone.
Po 11 ruszamy w drogę. Mijamy  przedwojenne kasyno i park. Nieco w głębi, przy ul. Filipowicza mieścił się do niedawna wielki drewniany budynek, dawne sanatorium Gurewicza. Budynek został rozebrany i wkrótce będzie od podstaw odbudowywany. Drewno zastąpi betonowa konstrukcja obudowana drewnianym szalunkiem. Właściciele chcą przywrócić świetność temu miejscu i chwała im za to. Na ogrodzeniu zawieszono interesujące zdjęcia i informacje o przedwojennych i powojennych losach budynku.
Są trzy stopnie powyżej zera, w powietrzu unosi się znajomy zapach smogu. Idziemy na południe niebieskim szlakiem. Lekka mgiełka nadaje znajomym krajobrazom aury tajemniczości, jest pusto i bardzo cicho. W pobliżu parkingu przy bagnie Całowanie odbijamy od niebieskiego szlaku. Podążamy szeroką prostą drogą na południowy wschód, mijamy ruchliwą szosę do Góry Kalwarii i już jesteśmy we wsi Tabor. Z Tabora zmierzamy przez las do Reguta. Chwila odpoczynku, Artur kupuje piwo. Jeszcze niecałe trzy kilometry i docieramy do stacji kolejowej w Celestynowie.



W tym niepozornym budynku przy ul. Kupieckiej w Otwocku sprzedają najlepszą w Polsce malinową chmurkę. I setki innych smakołyków. 



Konsumpcji widocznej na pierwszym planie malinowej chmurki oddajemy się w konkurencyjnej cukierni Sosenka przy Andriollego. 



Otwock. Okazały budynek dawnego Domu Zdrojowego, potocznie zwany kasynem. Gmach zbudowano w latach 1926-34. Były tu pokoje do wynajęcia, restauracja, kawiarnia, sala balowa i pomieszczenia do gier hazardowych. Wbrew rachubom lokalnych władz, miasto nie otrzymało jednak zezwolenia na otwarcie kasyna i budynek przynosił duże straty. Od 1947 roku mieści się w nim liceum ogólnokształcące. 



Okolice Otwocka, w pobliżu rezerwatu Na Torfach



Las w okolicach bagna Całowanie



Bałwan, jedyny osobnik, którego spotkaliśmy na  drodze...



 Las w okolicach wsi Tabor



Las bagienny w okolicach wsi Tabor.



Las w okolicach wsi Tabor

środa, 5 kwietnia 2017

15.10.2016 - Żelechów - Gózdek - Wilczyska - Zwola Poduchowna - Suchowola - Jagodne - Mizary - Stoczek Łukowski (23.7 km)

Uczestnicy: Artur K., Grzegorz B.

Autobus do Żelechowa nie zabiera już pasażerów. Cóż robić! Jedziemy do Garwolina, raczymy się jajecznicą w barze mlecznym przy ul. Targowej i w końcu docieramy do Żelechowa autobusem z Garwolina. A w Żelechowie sensacja! Na rynku stoi świeżo odbudowany klasycystyczny ratusz. Jeszcze nie w pełni gotowy, jeszcze otoczony płotem, ale już niemal w całej swojej okazałości. W tym miejscu trzy lata temu stał inny ratusz, w zielonosraczkowym kolorze, przaśny. Jak wypiękniał nam Żelechów! Wzruszeni kupujemy butelkę litewskiej żurawinówki, obchodzimy ratusz, zwiedzamy kościół, raczymy się zakupionym napojem i ruszamy w drogę. Idziemy szosą do Gózdka, za wsią skręcamy w polną drogę. I oto niepostrzeżenie jesteśmy już w Wilczyskach - opuściliśmy właśnie Mazowsze i znajdujemy się  w województwie lubelskim. Piękną aleją docieramy do remontowanego dworku.
Dalsza trasa prowadzi wzdłuż Wilgi. W mglistym jesiennym krajobrazie maszerujemy wzdłuż smutnych krów i ospałych kaczek. Jest chłodno i bardzo wietrznie. Po dwóch kilometrach docieramy do wielkiego drewnianego młyna. Młyn działa, choć już nie wykorzystuje energii płynącej wody. Popijamy nalewkę, młyn i wszystko wokół niego się trzęsie, huczy i buczy. Ale już kilkaset metrów dalej cisza jak makiem zasiał. Wracamy na Mazowsze. Siadamy za mostem na wzgórzu w Zwoli Poduchownej przy drewnianym siedemnastowiecznym kościółku i raczymy się żurawinówką. Idziemy na północ szosą, a potem polną drogą do Jagodnego. Znów jesteśmy  na Lubelszczyźnie i tak już pozostanie do końca. W Jagodnem mijamy malowniczy staw i kierujemy się polną drogą do Mizarów, skąd szosą dochodzimy do Stoczka Łukowskiego. To właśnie tu, 14 lutego 1831 roku miała miejsce pierwsza zwycięska bitwa powstania listopadowego. Generał Dwernicki, który dowodził bitwą, ma tu swój pomnik.
Zapada zmrok. W oczekiwaniu na autobus popijamy ostatni łyk i rozmawiamy o nieudanych polskich powstaniach. Robi się zimno.



Odbudowany klasycystyczny ratusz w Żelechowie. Już prawie gotowy do użytku.



Tak wyglądał rynek w Żelechowie w kwietniu 2013 roku. 



Żelechów, kościół p.w. Zwiastowania NMP, XVII wiek



Okolice Żelechowa



Zabytkowa aleja prowadzi do dworu w Wilczyskach



Malowniczy staw w Wilczyskach



Dwór w Wilczyskach, dawna siedziba szkoły, przechodzi gruntowny remont.   



Jesienny krajobraz w okolicach Wilczysk



Wielki drewniany młyn pod Wilczyskami na Wildze. Młyn wciąż działa. 



Zwola Poduchowna. Siedemnastowieczny kościół p.w. św. Anny



Okolice Jagodnego



Okolice Jagodnego



Okolice Mizarów

wtorek, 21 marca 2017

08.10.2016 - Nagoszewo - Turka - Brok - Morzyczyn Włościański - Morzyczyn-Włóki - Kiełczew - Prostyń (23.9 km)

Uczestnicy: Artur K., Marlena F., Grzegorz B.

Jedziemy na północny wschód, w okolice Ostrowi Mazowieckiej. Za Wyszkowem, na najdłuższym na Mazowszu prostym odcinku drogi liczącym chyba jakieś 40 kilometrów armia dźwigów i spycharek buduje nową lepszą Polskę w celu usprawnienia drożności komunikacyjnej tzw. centrum z  tzw. prowincją. Kochamy prowincję, ale wolimy powolne przemieszczanie się na nogach po obrzeżach cywilizacji. Wysiadamy w Nagoszewie, jest wilgotno i pochmurno. Wkraczamy w prawdziwy bór sosnowy. To fragment wielkiego kompleksu lasów w widłach Narwi i Bugu zamieszkiwanego w przeszłości przez Kurpiów, obecnie popularnego miejsca wypoczynku warszawiaków. Koło 11 jesteśmy już w Broku. Restauracja "Gracja" zachęca do odwiedzin oferując wielką obfitość smakowitych potraw. Dajemy się skusić, mimo nieobiadowej godziny zamawiamy kartacze,  jajecznicę i placek węgierski. Rzadko wykazujemy taką słabość wobec dóbr doczesnych! Porcje są ogromne, męczymy się, nie dajemy rady zjeść wszystkiego, ale miejsce to możemy polecić z czystym sumieniem każdemu miłośnikowi dobrego jedzenia. Ociężali ruszamy w dalszą drogę. Nabywamy soplicę z czarnej porzeczki, którą tradycyjnie wypijemy pod kościołem.
Brok przez setki lat należał do biskupów płockich i w XVI wieku był jednym z większych miast Mazowsza. Kolejne stulecie nie było już tak szczęśliwe dla miasta. Brok wyludnił się po wojnach szwedzkich i biskupi w trosce o swoje dobra sprowadzili do miasta  Kurpiów z Puszczy Białej. W rękach  biskupów miasto pozostawało aż do 1795 roku, kiedy to Brok zajęły wojska pruskie.  Dziś to malutkie dwutysięczne miasteczko to znany ośrodek wypoczynkowy i letniskowy. Jego niewątpliwą atrakcją jest piękny gotycko-renesansowy kościół pw. św. Andrzeja Apostoła. Warto zwrócić uwagę na renesansowe  sklepienie kościoła w tzw. stylu pułtuskim, z motywem kół połączonych listwami i późnorenesansowy ołtarz boczny. Nie tak łaskawy los spotkał zamek biskupi, zniszczony ostatecznie w XIX wieku. Została z niego tylko jedna ściana.
Schodzimy na miejską plażę, pustą o tej porze roku. Przechodzimy mostem na drugą stronę Bugu. Na wale pijemy soplicę, jemy karpatki, opiekujemy się zgubionym psem, którego właściciel się wkrótce odnajduje i rozmawiamy. Rozmawiamy o dziwnych wydarzeniach w naszym życiu, o przeczuciach, które się sprawdzają. Czy takie przeczucia są wynikiem pracy podświadomości, czy też jakiejś innej pozaracjonalnej siły?  Chyba każdy z nas miał takie doświadczenia, jak je oceniać? Przez dłuższy czas idziemy wałem. Soplica się skończyła, w Morzyczynie kupujemy drugą, tematy są poważne, rozmawiamy o oszczędzaniu i starości. Tak mijają kilometry. O 18 jesteśmy już na stacji w Prostyni. Zaczyna padać.










Nagoszewo. Zdobione okna kurpiowskiej chaty. 



Okolice Nagoszewa. Błotniska droga do Broku. 



Puszcza Biała. To jeden z większych kompleksów leśnych na Mazowszu. Podobnie jak pobliski Brok puszcza przez wiele stuleci była własnością biskupów płockich. 



Gotycko-renesansowy kościół pw. św. Andrzeja Apostoła w Broku. Jego autorem był wenecki architekt Jan Baptysta. 



Brok.



Zabytkowa chata w Broku. 



Brok. Widok z mostu na Bug.


Widok na Brok od południowej strony.



Morzyczyn Włościański. Południowy brzeg Buga.  . 



Okolice Morzyczyna Włościańskiego. Malownicza droga nad Bugiem. 



Rozległe łąki w okolicach Kiełczewa. 


środa, 8 marca 2017

27.08.2016 - Raciąż - Sierakowo - Zdunówek - Draminek - Drozdowo - Kiełki - Polesie - Dziektarzewo - Luszewo - Wkra - Stary Garwarz - Glinojeck (35.5 km)

Uczestnicy: Artur K., Cezary P., Grzegorz B.

Jedziemy szynobusem z Nasielska do Sierpca. To najładniejsza trasa kolejowa na Mazowszu warta polecenia każdemu miłośnikowi kolei. Wokół nasypu ciągną się lasy i łąki. Szynobus jedzie powoli, mijamy ogromne żwirowiska, krajobraz na chwilę staje się księżycowy. W majestatycznym rytmie dojeżdżamy do Płońska. Jest piękna słoneczna pogoda..
Leniwa podróż trwa jeszcze kilkadziesiąt minut. I oto jesteśmy w Raciążu. Choć nie ma tu szczególnie cennych zabytków, trudno oprzeć się urokowi tego miejsca. Spacerujemy po trapezoidalnym rynku ze skwerem, wylegujemy się na ławeczce popijając mrożoną kawę. Wyobrażamy sobie, że Raciąż nazywa się Racciazzione, a my jesteśmy trzema zagubionymi Włochami zwiedzającymi odległą kalabryjską mieścinę. Mówimy, czy raczej próbujemy mówić do siebie po włosku, napawając się wrażeniem, jaki robią pseudo-Włosi w odległym mazowieckim miasteczku. Raciąż to bardzo stare miasto: uzyskał prawa miejskie w 1425 roku, ale jego początki  sięgają czasów znacznie starszych - gród istniał już w X wieku. Przez około 500 lat mieściła się tu siedziba kasztelanii.
W pobliżu rynku znajduje się chyba najciekawszy zabytek Raciąża -  zespół drewnianych domów z początku XX wieku. Urocze chatki,  rzadko kiedy tworzą tak ładną, zwartą zabudowę jak właśnie tu. Obok niszczejący budynek dawnej synagogi, w którym do niedawna mieściła się szkoła. Warzywniak przypomina mi odległe lata mojej młodości. Czas się na chwilę zatrzymał: jakiś facet ciągnie worek kartofli, babcie mile gaworzą pod sklepem. Zwiedzamy położony po drugiej stronie rynku monumentalny neogotycki kościół św. Wojciecha i ruszamy w drogę.  
Przechodzimy most na Raciążnicy, mijamy budynki zakładu mleczarskiego. Zdążamy szosą do Sierakowa wśród pól i łąk Za Draminkiem idziemy na południe do Drozdowa. Pod kolejnym mostem na Raciążnicy mamy dłuższy odpoczynek  Leżymy na trawie, wieje lekki wiaterek, świeci słońce. Czego chcieć więcej? Czarek je swoją papkę, Artur wyciąga kanapkę. Punktualnie o 15 ruszamy dalej. W Drozdowie chcemy przejść mostem na północną stronę Raciążnicy, ale most figuruje tylko na mapie, od dawna przejścia nie ma, a rzeka jest w tym miejscu szeroka. Wracamy do drogi, wypijamy piwo pod sklepem, idziemy dalej na wschód mijając od północy dwór z 1910 roku. Dwór jest w rękach prywatnych i niestety nie widać go zza ogrodzenia. Za Drozdowem przekraczamy Raciążnicę po raz ostatni. Wreszcie skończył się asfalt, idziemy drogą przez las. Czarek cierpi, łzawią mu oczy, dostał uczulenia. Po godzinie docieramy do Dziektarzewa, wsi malowniczo położonej w dolinie Wkry. Tuż przy nietypowym podwójnym moście na Wkrze znajduje się piękny, szesnastowieczny kościółek św. Katarzyny.  Jest sobotnie popołudnie, cisza, spokój. Zwiedzamy świątynię i idziemy dalej, zaczynamy się śpieszyć. Zachodzi słońce, a my mamy jeszcze 8 kilometrów. Mijamy Luszewo, Wkrę i Stary Garwarz.
Po 20 docieramy do Glinojecka. Niewiele jest tu do oglądania. To młode miasto - Glinojeck otrzymał prawa miejskie w 1993 roku - jest siedzibą największej w Europie Środkowo-Wschodniej cukrowni. Jedyny zabytek w mieście to ruiny dziewiętnastowiecznego dworku.
Czekamy na autobus. Przyjeżdża, kiedy powoli tracimy już nadzieję. Dochodzi dziewiąta wieczór.



Raciąż - drewniany dom przy ul. Płockiej



Raciąż. Drewniane domy z początku XX wieku przy ul. Kilińskiego to największa atrakcja tego miasta.



Raciąż. Drewniany dom w centrum



Raciąż. Kościół Wniebowzięcia NMP, 1886 r.



Malownicze wierzby pod Zdunówkiem



Artur i Czarek z niepokojem patrzą w przyszłość 



Okolice Drozdowa



Kapliczka pod Drozdowem 



Lasy w okolicach Drozdowa i Polesia



Dziektarzewo. Szesnastowieczny kościół św. Katarzyny i dziewiętnastowieczna dzwonnica. 



Dziektarzewo. Zegar astronomiczny na fasadzie kościoła św. Katarzyny.


Dziektarzewo. Drewniany most na Wkrze.



Luszewo.



Glinojeck. Pomnik Edwarda Piątkowskiego, uczestnika Bitwy o Anglię. Prawdę mówiąc okropny...
(zdjęcie z 2012 roku)



Glinojeck. Donos na kolegę cukrownika (zdjęcie z 2012 roku)