niedziela, 20 marca 2016

13.02.2016 - Mszczonów - Gurba - Szeligi - Zdzieszyn - Korabiewice - Huta Partacka - Zator - Olszanka - Puszcza Mariańska - PKP Jesionka (27.1 km)

Uczestnicy: Artur K., Ania Z., Ania S., Marcin P., Adam O., Agnieszka B., Ola, Grzegorz B.

Sobotnią przechadzkę w piękny sobotni lutowy poranek rozpoczynamy w Mszczonowie, mieście znanym głównie z term i magazynów. Osoby niezainteresowane kąpielą też znajdą coś dla siebie - Mszczonów to ładne zadbane miasteczko z rynkiem, dziewiętnastowiecznym kościołem i licznymi drewnianymi domkami. Nieopodal kościoła stoi dworek państwa Czartoryskich zwany "kaflarnią", ale najciekawszym obiektem jest położony na obrzeżach miasta cmentarz żydowski. Cmentarz powstał w 1763 roku i funkcjonował do II wojny światowej. Macewy, choć stosunkowo nieliczne, mają wyjątkową wartość artystyczną  Godna odnotowania jest szeroka symbolika nagrobków: ręce w geście modlitwy, korony, lwy, jelenie...  W niedawno odbudowanym ohelu spoczywają szczątki zmarłego pod koniec XIX wieku założyciela dynastii miejscowych chasydów, Jakuba Dawida.
W miejscowości Gurba przechodzimy kładką nad drogą ekspresową, w Szeligach przechodzimy na drugą stronę Centralnej Magistrali Kolejowej, którą akurat pędzi Pendolino. Mijamy Zdzieszyn, Korabiewice i Hutę Partacką. Czuć pierwsze powiewy wiosny, nieśmiało śpiewają ptaki. Za Hutą Partacką skręcamy w piękną leśną drogę. Po kilku kilometrach jesteśmy w Puszczy Mariańskiej.
Puszcza Mariańska to miejscowość o bardzo ciekawej historii. Początkowo znana jako Puszcza Korabiewska, powstała w XVII wieku w miejscu, w którym funkcjonowała wspólnota mnichów. Na czele wspólnoty stał ojciec Stanisław Papczyński. W 1673 Papczyński przekształcił wspólnotę w zakon marianów i po wielu latach heroicznych starań otrzymał w Rzymie dla zakonu francuską regułę zakonną . Marianie, pierwszy rdzennie polski zakon, są obecni w kilkunastu krajach światach i liczą sobie około 500 księży i braci. Na Mazowszu mają domy zakonne m.in. w Skórcu, Sulejówku, Goźlinie i Górze Kalwarii. Ojciec Papczyński został w 2008 roku beatyfikowany, a w czerwcu tego roku będzie w Rzymie kanonizowany przez papieża Franciszka.
O skomplikowanej historii marianów - na początku XX wieku do zakonu należała tylko jedna osoba - opowiada nam brat zakonny. Oprócz niego w Puszczy Mariańskiej mieszka dziś jeszcze sześciu ojców. Oprowadza nas po drewnianym kościółku odbudowanym w miejscu spalonego w 1993 roku kościoła. Sprawcy, których nigdy nie ustalono, prawdopodobnie celowo podpalili kościół przy pomocy rac. Obok w latach dziewięćdziesiątych ojcowie zbudowali nowy kościół, duży, nowoczesny i przestronny. Siadamy na ławeczce, popijamy pomarańczówkę i popadamy w lekką zadumę. Pozostaje nam kilka kilometrów do pociągu. Przyspieszamy kroku. Zapada zmierzch. Robi się chłodno.



Mszczonów. Wnętrze kościoła św. Jana Chrzciciela. Szczególnie interesujący jest drewniany, polichromowany strop.



Mszczonów. Kościół św. Jana Chrzciciela.



Mszczonów. Zabytkowy dworek zwany Kaflarnią. Na jego tyłach przed wojną produkowano piece kaflowe. 



Mszczonów. Uczestnicy wycieczki na tle Muzeum Rodziny Maklakiewiczów. 



Mszczonów. Cmentarz żydowski. Założony w 1763 roku istniał do II wojny światowej. 



Mszczonów. Cmentarz żydowski.



Mszczonów. Macewa na cmentarzu żydowskim.



Mszczonów. Macewa na cmentarzu żydowskim.



Mszczonów. Macewa na cmentarzu żydowskim. 



Mszczonów. Zabytkowy budynek.



Agnieszka i Ola robią sobie selfie.



Zabytkowy dom w Korabiewicach. 



Okolice Huty Partackiej. 



Puszcza Mariańska. Drewniany kościół z XVII w., odbudowany po pożarze w 1993 r. Kościół należy do zakonu marianów. 


poniedziałek, 29 lutego 2016

30.01.2016 - Chrzęsne - Postoliska - Jarzębia Łąka - Dębniki - Głuchy - Słopsk - Niegów - Zazdrość - Mostówka (25.1 km)

Uczestnicy: Artur K., Joanna P., Grzegorz B.

Wyruszamy z Chrzęsnego, przystanku kolejowego położonego za Tłuszczem. Jest piękna, niemal wiosenna pogoda, bardzo ciepła i słoneczna. Kierujemy się do pobliskich Postolisk, gdzie naszą uwagę przykuwa wielki niczym katedra neogotycki kościół i malutka wiejska biblioteka, zlokalizowana na prywatnej posesji, którą chronią - jak przynajmniej wynika z tabliczki - groźne psy. Mijamy szosę do Jadowa, przechodzimy przez Jarzębią Łąkę. Idziemy polną drogą i po 3 km docieramy do Dębinek. Atrakcją Dębinek jest klasycystyczny dwór, siedziba Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej. Parterowa budowla powstała w I połowie XIX wieku, po obu stronach dworu  zachowały się oficyny. Miejsce jest bardzo ładne, ale dwór wymaga remontu. Siadamy pod wiatą za dworem, Asia wyciąga faworki, łykamy soplicę, jest cicho i spokojnie. Wychowankowie udali się ponoć do Warszawy pojeździć na łyżwach.
Kolejnym naszym celem są Głuchy, położone 5 km na północny zachód. W miejscowym drewnianym dworze przyszedł na świat Cyprian Kamil Norwid. Tabliczka informuje, że obiekt jest prywatny, bez powodzenia próbujemy wypatrzeć dworek zza ogrodzenia. Przechodzimy kładką na drugą stronę ekspresówki: w pobliżu straszą nowe, opuszczone budynki, efekt wykupu ziemi pod drogę, aż dziwne, że pustych nie zajęli ich jeszcze squattersi. Droga do Niegowa wiedzie przez ładny las. Miejscowy dwór należy już od lat 30. XX wieku do sióstr benedyktynek. Został gruntownie przebudowany po 1980 roku i utracił w dużym stopniu walory zabytkowe. Oglądamy ładny klasycystyczny kościół i wracamy kładką na wschodnią stronę. Ostatni część naszej trasy wiedzie przez wieś Zazdrość do przystanku kolejowego w Mostówce.



Postoliska. Kościół p.w. św. Stanisława Biskupa. Powstał w latach 1913-19. To jeden z najładniejszych i najbardziej okazałych kościołów neogotyckich na Mazowszu. 



Postoliska. Miejscowej  biblioteki strzegą groźne psy. Czy da się w ogóle do niej dotrzeć i wypożyczyć książkę?



Dębinki. Klasycystyczny dwór z I połowy XIX wieku, zbudowany dla Ksawerego Dybowskiego, stolnika bełskiego, przebudowany w II połowie XIX w. 



Dębinki. Zachodnia fasada dworu wymaga remontu. 



Zabytkowy dom w Głuchach. 



Okolice Głuch. W drodze do Niegowa. 



Niegów. Parterowy dwór wzniesiony w 1876 roku dla Ihnatowiczów, przebudowany w 1931 roku. W 1980 roku do dworu dobudowano jedno piętro. Od lat trzydziestu XX wieku mieści się dom generalny Zgromadzenia Sióstr Benedyktynek Samarytanek Krzyża Chrystusowego. 



Niegów. Klasycystyczny kościół. 



Zazdrość. Scena zazdrości.

niedziela, 21 lutego 2016

06.01.2016 - WOJ. ŁÓDZKIE: Wolbórz - Bogusławice - Wolbórz - Zwierzyniec - Borek - Żarnowica Duża - Stary Lubiaszów - Lubiaszów - Barkowice Mokre - Lubiaszów (21.5 km)

Uczestnicy: Artur K., Ewa S. Mysza, Ania W., Grzegorz B., Magda R. (od Lubiaszowa)

Na chwilę opuszczamy nasze piękne Mazowsze. Celem naszej podróży jest Wolbórz, niewielkie miasteczko w pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego. Pada drobny śnieg z deszczem, jest mglisto i ponuro. Lądujemy na centralnym placu Władysława Jagiełły.  Zdobi go popiersie najsłynniejszego obywatela Wolborza, reformatora odrodzenia Andrzej Frycza-Modrzewskiego. Brodaty mężczyzna do złudzenia przypomina potomka Marksa i Engelsa, może dlatego, że pomnik powstał w 1953 roku, gdy brodaci proletariusze byli w modzie. Po wielu latach Andrzej Frycz-Modrzewski powrócił do miasta swojego dzieciństwa i objął urząd burmistrza. Dał się poznać jako wybitny administrator - do jego osiągnięć należało sformułowanie pierwszych w Polsce zasad ochrony przeciwpożarowej. Te zabiegi nie uchroniły wszak Wolborza od kolejnych katastrofalnych pożarów w 1671 i 1888 roku. Z historią ochrony przeciwpożarowej miasta możemy się zapoznać w Pożarniczym Centrum Historyczno-Edukacyjnym Ziemi Łódzkiej, jednej z najciekawszych tego typu placówek w Polsce.
Złote lata Wolborza przypadły na XV i XVI wiek. Miasto liczyło wówczas 3 tysiące mieszkańców, więcej niż dziś (teraz jest ich około 2.4 tysiąca), miało sześć kościołów, trzy szpitale, zamek biskupi z włoskim ogrodem i zwierzyńcem i 259 rzemieślników. W Wolborzu często gościli królowie, uczeni i artyści,   Władysław Jagiełło odwiedził miasto przed bitwą z Krzyżakami, Kallimach toczył w tym miejscu oświecone dysputy. Ta ożywcza, bynajmniej nieproletariacka atmosfera intelektualna ulotniła się z chwilą pożaru miasta w 1536 roku. Późniejsze lata nie sprzyjały rozwojowi miasta. W 1870 roku władze carskie - za udział obywateli w powstaniu styczniowym - odebrały Wolborzowi prawa miejskie. Odzyskał je dopiero w 2011 roku.
Świadectwem bogatej historii Wolborza jest kolegiata  pw. świętego Mikołaja i barokowy pałac biskupów kujawskich. Pałac biskupów powstał w latach 1768-73. Zlokalizowano go na obrzeżach miasta, zapewne w obawie przed kolejnym pożarem. Autorem projektu był znany włoski architekt Franciszek Placidi. Dziś w zabytkowych budynkach mieści się Zespół Szkół Rolniczych.  
Maszerujemy do pobliskich Bogusławic, gdzie znajduje się znane w całym kraju stado ogierów. Założono je jeszcze w 1915 roku po przejęciu koni należących do armii austriackiej. Śnieg zakrywa wszystko, robi się biało i bajkowo. Jest pusto i cicho: żadnych ogierów nie widać, ludzi też nigdzie nie ma. Stadnina zajmuje tereny należące niegdyś do biskupów kujawskich. Obchodzimy skromny barokowy pałacyk i opuszczone budynki z początku XX wieku. Na werandzie jednego z nich znajdujemy przedwojenne przedmioty. Mysza wyciąga porzeczkówkę. Pociągamy z butelki i wracamy do Wolborza.
Za Wolborzem  kierujemy się na południe. W oddali harcują stada saren. Po kilku kilometrach docieramy do granic Sulejowskiego Parku Krajobrazowego. W Lubieszowie dołącza do nas Magda. Zagłębiamy się w piękny las, będący fragmentem starodawnej Puszczy Pilickiej. W Barkowicach Mokrych schodzimy na brzeg Jeziora Sulejowskiego, sztucznego zalewu utworzonego w latach 1969-73 w celu zaopatrzenia w wodę Łodzi i Tomaszowa Mazowieckiego. Na zamarzniętej tafli jeziora kilku wędkarzy łowi ryby. Popijamy łyk gorzałki. Robi się smętnie. Historia nas wszystkich zmiażdży.



Wolbórz. Pomnik najwybitniejszego obywatela miasta, Andrzeja Frycza-Modrzewskiego. Postawiono go w 1953 roku. Dla ówczesnej władzy Frycz-Modrzewski był ideologiem walki o sprawiedliwość i równość społeczną.


Wolbórz. Wyruszamy na wycieczkę... 



Wolbórz. Zabytkowa kaplica p.w. św. Rocha z 1915 roku. 



Rzeczka Wolbórka przepływająca przez Wolbórz.



Wolbórz - cmentarna kaplica św. Anny z końca XIX wieku. 



Bogusławice - pałacyk biskupów kujawskich należący do Stada Ogierów (XIX wiek).



Mysza. Nasza droga koleżanka... 



Ogiery w Wolborzu cieszą się wielkim powodzeniem. 



Wolbórz. Kolegiata p.w. św. Mikołaja. Latem odbywają się tu koncerty znanych artystów.



Wolbórz. Pałac biskupów kujawskich, zbudowany w latach 1768-73 według projektu wybitnego włoskiego architekta Franciszka Placidiego. W 1960 roku przed pałacem wybudowano pomnik upamiętniający wymarsz wojsk Jagiełły. Pomnik jest estetycznym niewypałem - zupełnie nie pasuje do otoczenia i zaburza kompozycję zespołu parkowo-pałacowego.



Wolbórz. Pałac biskupów kujawskich. Elewacja wschodnia.



Bezkresne pola w okolicy wsi Zwierzyniec. W oddali stado saren.



Trzcinowisko pod Żarnowicą. 

sobota, 6 lutego 2016

13.12.2015 - Zaborów - Feliksów - Myszczyn - Pilaszków - Orły - Łaźniew - Radzików - Błonie (16.0 km)

Uczestnicy: Artur K., Marlena F., Magda R., Kasia, Bożena, Grzegorz B.

Grudniowy poranek jest ciemny i mokry. Piszący te słowa zaspał i nie zdążył na punkt zbiórki, dojeżdża z Górczewskiej do Zaborowa samotnie, gdzie dołącza do oczekującej go grupy. W ramach rekompensaty wiezie kompanom miodonkę beskidzką. Dwie koleżanki uznały, że nie mają odpowiedniego stroju i rezygnują z marszruty. Bożena i Kasia dojeżdżają do nas autostopem.
Pada deszcz, pociągamy łyk miodonki, nakładamy kapoty i idziemy. W Pilaszkowie nieco się przejaśnia, stajemy pod bramą Muzeum Dworu Polskiego, o tej smutnej grudniowej porze nieczynne. Muzeum, urządzone w dziewiętnastowiecznym dworze, z pewnością warto odwiedzić w bardziej sprzyjającym terminie. Niestety zza bramy niewiele widać, pozostaje nam łyk miodonki i dalszy marsz. Mijamy wieś Orły, skręcamy do Łaźniewa i jesteśmy już w Radzikowie, siedziby Instytutu Hodowli i Aklimatyzacji Roślin, o dziwnym wyglądzie ni to PGR-owskiej wsi, ni to niewielkiego miasteczka. Po kilku kilometrach docieramy do Błonia.
Lokal Czarci Róg przy Powstańców 3 oferuje dania głównie diabelskiej proweniencji: czarcie jadło, piersi Lucyfera, karkówkę Mefisto, diabelski schabik, sałatkę Boruta. Nic jednak nie wskazuje, że mamy tu do czynienia z wrogimi mocami: miejsce jest przyjemne, jedzenie smaczne i tanie, no i przede wszystkim nie kapie nam nic na głowę. Kelner zapewnia, że lokal odwiedza nawet ksiądz proboszcz  Siedzimy tam niemal półtorej godziny. Zapada zmierzch, deszcz bębni o szyby, nic już dziś nie zobaczymy. Czas wracać.



Klasycystyczny kościół w Zaborowie. Najciekawszym zabytkiem Zaborowa jest jednak piękny secesyjny pałac Leona Goldstanda, niestety niedostępny i słabo widoczny zza ogrodzenia.



Zaborów - przed wymarszem. 



Odlot w Orłach.



Piknik w Łaźniewie. Przez chwilę nie padało. 



Radzików. Ożywiony ruch na rynku garaży. 



Okolice Radzikowa. Droga do Błonia. 



























Blonie. Po jednej stronie ulicy glinianki, po drugiej wielki banner biura podróży. Istnieje jakieś podobieństwo pomiędzy widokiem gilinianek i wizją raju proponowaną przez biuro podróży. Może zamiast wypuszczać turystów w odległe krainy wystarczy wybudować pomost na tę wysepkę i chatynkę w głębi? 



Błonie - klasycystyczny ratusz na rynku według projektu Henryka Marconiego. To jedno z najładniejszych i najstarszych miast na Mazowszu. Swoje prosperity Błonie przeżywało w XVI wieku: miasto słynęło z wysokiej klasy szewców i piwowarów. Przed drugą wojną istniała tu rzeźnia, targowisko, betoniarnia i łaźnia miejska. 

poniedziałek, 25 stycznia 2016

28.11.2015 - Krężel - Gliczyn - Budziszynek - Przyłom - Falęcin - Częstoniew B - Kociszew - Krobów - Grójec (22.5 km)

Uczestnicy: Marlena F., Ula W., Grzegorz B.

Kolej wciąż potrafi zaskakiwać. Pociąg do Warki na dobre utknął na stacji Warszawa Zachodnia. Miły głos zapowiada, że odjedziemy za dziesięć minut, potem że za dwadzieścia, wreszcie że za pół godziny... Wściekli pasażerowie żądają informacji od konduktora. Konduktor tłumaczy, że nic się nie stało, po prostu popsuły się rozjazdy... Sorry, taki mamy klimat.
Z półgodzinnym opóźnieniem docieramy do stacji Krężel. Drogę do wsi, drzewa, pola, chaty pokrył szron. Szarozielonkawy krajobraz spowija mgła. Idziemy bocznymi drogami w stronę Budziszynka, mijając sady owocowe i rzadkie domostwa. Cały teren od Grójca po Górę Kalwarię to od czasów królowej Bony jeden wielki sad - ponoć największy w Europie. Osobę, która wybierze się w te rejony po raz  pierwszy, może zaskoczyć niemal zupełny brak lasów, pól i łąk, a także typowych dla Mazowsza dużych wsi. Mam uczucie dojmującej pustki, nie ma tu nic z tego, co charakteryzuje mazowiecki, a nawet polski krajobraz: nie ma drzew, nie ma łąk, nie ma dużych wsi. Nie ma nawet sklepów! W Budziszynku szukamy dworku, który - jak wskazuje mapa - powinien tu się znajdować. Dworek okazuje się dziwnym budynkiem o smukłym kształcie. Zapewne został zniszczony w czasie wojny, pozostał z niego niewielki  fragment. Nie dysponuję żadną informacją o jego pochodzeniu . Nie ma o nim wzmianki w żadnym znanym mi dziele, obiekt nie figuruje również w  spisie zabytków na portalu zabytek.gov.pl.
6 kilometrów na zachód znajduje się Falęcin.  Na przeciwko okazałego pałacu znajdujemy wreszcie sklep. Czego tu nie ma: kupujemy kiełbasę, ogórki kiszone, cytrynówkę i trzy kremówki. Konsumujemy te specjały na ławeczce przed sklepem. Temperatura dobrze poniżej zera, rozgrzewamy się cytrynówką. Wdajemy się w rozmowę z mieszkańcem, poznajemy historię pałacu, który wcześniej był szkołą, potem miejscem spotkań towarzyskich, a teraz został odnowiony i ma prywatnych właścicieli, którzy mają biznesy w Warszawie. Nasz rozmówca narzeka: nie ma tu perspektyw, nie ma pracy, wszyscy stąd uciekają. Jest mechanikiem samochodowym, ale ponieważ w warsztacie zarabiał osiem złotych na godzinę, więc zatrudnił się w zakładzie produkującym meble. I zapewne dla podreperowania budżetu uczestniczył w nielegalnych ustawianych walkach typu MMA: organizowała je miejscowa mafia, walki odbywały się po stodołach i można było w nich na szybko zarobić dwa tysiące. Ale również stracić zdrowie. Atmosfera robi się ciężka: i oto nagle ku naszemu zdumieniu pojawia się pani ze sklepu z gorącą herbatą i świeżo upieczonym ciastem! Szczerze mówiąc nie przypominam sobie takiego przyjęcia. Nawet na Ukrainie.
Po kolejnych pięciu kilometrach docieramy do dworu w Kociszewie. Niewiele tam widać: dwór należy do SGGW. Portier jest nieubłagany: bez zgody dyrektora  nie wejdziemy, a zza ogrodzenia niewiele widać. Pałac i teren wokół zostały w ostatnich latach doczekały się remontu  i zapewne warto poprosić dyrektora o zgodę.
Trzy kilometry dalej w Krobowie  mijamy kolejny warty obejrzenia dwór. Już dawno zapadł zmrok, dwór i całą okolicę spowija ciemność. Temperatura spada, wzmaga się wiatr. Dwa kilometry dalej zaczyna się Grójec.
Grójec. Mam słabość do tego miejsca, które - podobnie jak cała okolica - mało przypomina Mazowsze. Ład architektoniczny i bogactwo wykracza poza przeciętną mazowiecką. Grójec bardziej przypomina miasteczka wielkopolskie czy czeskie, zabudowa jest zwarta i uporządkowana, mało tu miejsc opuszczonych.  Nie wszyscy wyrażają entuzjazm. Ksiądz, którego spotkaliśmy przy zabytkowym kościele św. Mikołaja, jest bardziej sceptyczny. Znane na Mazowszu zawołanie: zachowuj się przyzwoicie, bo nie jesteś z Grójca, mówi, jego zdaniem, wiele o mieszkańcach, ludziach skoncentrowanych na sobie i nieco nieokrzesanych. No dobrze, w Grójcu mieszkają ludzie twardzi, którzy osiągnęli sukces własną ciężką pracą, tu - przepraszam za wyrażenie -  wartości lewicowe raczej nie są w cenie. Miasto jest mekką wolnej inicjatywy, ostoją konserwatyzmu. Taki mazowiecki dziki zachód na dobre i na złe. W barze "Pod zegarem" przy rynku zamawiamy strogonowa i rosół.



Krężel. Sad pokrył szron. 



Budziszynek. Dwór, zapewne fragment większego budynku. Z pewnością powstał przed wojną, ale niewiele o nim wiadomo. W każdym razie w spisie zabytków nie figuruje. 



Przyłom. Duże ilości słomy do sprzedania. 



Falęcin. Cudowna pani ze sklepu z herbatą i własnym ciastem. Jesteśmy jej bardzo bardzo wdzięczni!  



Dwór w Falęcinie. Powstał w drugiej ćwierci XIX wieku. Autorem projektu był pułkownik Wilhelm Henryk Minter, autor wielu budynków wojskowych w Warszawie. Po wojnie mieściła się tu szkoła, obecnie dworek jest w rękach prywatnych. 


Okolice Krobowa. 


Grójec - dziewiętnastowieczny ratusz. Mieści się tu przyjemny lokal "Pod zegarem".