piątek, 27 maja 2016

16.04.2016 - Maków Mazowiecki - Słoniawy - Zakrzewek - Romanowo - Zaręby - Elżbiecin - Krasne - Augustów - Lisiogóra - Leszno - Przasnysz (29.1 km)

Uczestnicy: Artur K., Joanna T., Marlena F., Grzegorz B.

Maków Mazowiecki powitał nas prawdziwie wiosenną pogodą.. Zanim się udamy na wycieczkę, odwiedzimy cukiernię przy rynku - gdy jesteśmy w Makowie zawsze tak robimy. Mają tam fantastyczny sernik domowy z czekoladową polewą i z wizyty w tym miejscu nie sposób zrezygnować.
Po 11 wyruszamy w drogę. Idziemy wzdłuż nieczynnej już trasy kolejki wąskotorowej do Przasnysza. Zbaczamy z trasy kolejki, mijamy kolejne wioski. Wokół wielkie pola, odkryte przestrzenie, żadnych lasów. W okolicach Krasnego trzech facetów z drezyną oczyszcza tory z krzaków. Oferują przejazdy drezyną na odcinku na południe od Krasnego i czynią właśnie  przygotowania do nowego sezonu. Na odcinku z Przasnysza do Krasnego latem kursują pociągi turystyczne. Dwadzieścia lat temu kursowały tu regularne pociągi pasażerskie i towarowe do pobliskiej cukrowni Krasiniec.
Omijamy długi mur, który otacza majątek Krasińskich w Krasnem. Majątek pozostawał w ich rękach aż do 1906 roku. Reprezentacyjny modrzewiowy dwór został rozebrany w 1939 roku przez Niemców, w 1940 roku na jego miejsce wybudowano rezydencję dla gauleitera Prus Wschodnich, Ericha Kocha, który objął dobra Krasne w posiadanie. Zimą 1945 Niemcy wysadzili budynek i pozostały po nim jedynie ruiny. Do naszych czasów przetrwała natomiast malownicza neogotycka wieża ciśnień.  Jak czytamy w przewodniku, "w jej pomieszczeniach wzrastał przyszły komunista, Marceli Nowotko".  Nowotko chadzał po parku dworskim, po alejkach wysadzanymi strzyżonymi grabami i narastał w nim sprzeciw wobec burżuazyjnego, klasowego społeczeństwa. My jesteśmy ostrożni, pamiętamy, jak skończył Nowotko i jego formacja. Urządzamy sobie piknik à la bourgeoisie. Asia wyciąga cheddar, humus i chleb.
Najcenniejszym zabytkiem Krasnego jest szesnastowieczny kościół pw. Podwyższenia Ducha Świętego. Oglądamy dostojne grobowce  przedstawicieli rodu Krasińskich, m.in. Ludwika, założyciela cukrowni Krasiniec, czynnej do 2003 roku i działającej do dziś stadniny, której nie zdążyliśmy już odwiedzić.
Za Lisiogórą pojawia się wreszcie jakiś las, pierwszy dziś i ostatni. Chmurzy się, w Lesznie zaczyna padać. Na poprawę nastroju kupujemy pigwówkę, którą raczymy się na schodach sklepu. Morale siada, do Przasnysza idziemy już w strugach deszczu. Młody człowiek lituje się nad nami i podwozi nas na rynek. Spacerujemy po mieście, odwiedzamy dwa kościoły. Na dokładniejsze zwiedzanie jeszcze przyjdzie czas. Wracamy.



Maków Mazowiecki. Pomnik z macew z miejscowego cmentarza. Na cmentarzu władze PRL urządziły dworzec autobusowy istniejący do dziś.



Maków Mazowiecki. Wizyta w cukierni przy Rynku. Fantastyczny sernik.



Maków Mazowiecki. Tablica upamiętniająca dwuletnią misję Duńskiego Czerwonego Krzyża w tym mieście. 



Zarośnięte torowisko kolejki wąskotorowej w pobliżu Makowa Mazowieckiego. Nic już tędy nie jeździ. Kolejka kursowała do 1996 roku. 



Zabytkowa chata w Zakrzewku.



Okolice Krasnego. Przygotowania do nowego sezonu turystycznego. Odcinek na południe od Krasnego można przejechać drezyną. Zainteresowani są proszeni o kontakt z Urzędem Gminy. 



Krasne. Dziewiętnastowieczna Wieża Ciśnień. To tu dorastał Marceli Nowotko. 



Krasne. Kościół pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. Wybudowany w II poł. XVI w., przebudowany w XVIII wieku, zawiera wyjątkowo cenne nagrobki Krasińskich. 



Krasne. Wnętrze kościoła Podwyższenia Krzyża Świętego.



Krasne. Nagrobek hetmana w kościele Podwyższenia Krzyża Świętego.



Okolice Augustowa k. Krasnego. 




Przasnysz. Gotycki kościół św. św. Jakuba i Anny, pierwotnie bernardyński. Obok klasztor pasjonistów. 


czwartek, 21 kwietnia 2016

09.04.2016 - PKP Przetycz - Stare Bosewo - Znamiączki - Grądy Szlacheckie - Borki - Kunin - Kółko - Ponikiew Duża - Czarnowo - Szczawin - Kaszewiec - Różan (31.7 km)

Uczestnicy: Joanna T., Anna Z., Anna S., Marcin P., Grzegorz B.

Trasę zaczynamy w Starym Bosewie, miejscowości położonej na trasie kolejowej między Tłuszczem i Ostrołęką. Tuż przy stacji zaglądamy do dość dziwnego, eleganckiego parku z rzeźbami ludowymi, pod sklepem jemy pączki, które ufundowała nam Ania i nieśpiesznym krokiem kierujemy się w stronę Grądów Szlacheckich. Jest zimno i wietrznie, po obu stronach drogi roztaczają się wielkie łąki.  Za Grądami szosa się kończy, droga żwirowa prowadzi nas do Borków. Krajobraz pól, zagonów i łąk w ponurej kwietniowej aurze nie skłania do optymizmu. Aby poprawić sobie humor organizujemy piknik w lasku: w skład  posiłku wchodzą produkty nie produkowane na Mazowszu: sery, oliwki, humus, daktyle. Z nowymi siłami ruszamy na północ do wsi Kunin. Zabytkowy kościół drewniany przeniesiony z Marianowa, gdzie był świątynią ewangelicką, niezbyt pasuje do krajobrazu Mazowsza: wygląda zbyt porządnie, zbyt cukierkowo. Za Kuninem wiatr się wzmaga, po obu stronach mijamy ciągnące się po horyzont pola. Przecinamy drogę krajową, na której szaleją tiry i zmierzamy do Szczawina, naszej głównej dzisiejszej atrakcji.
Pałac w Szczawinie należy - jak czytamy - do najwybitniejszych przykładów architektury wzorowanej na dokonaniach włoskiego twórcy epoki renesansu Andrei Palladia. Jej cechą charakterystyczną jest symetryczny plan budowy z wielką salą na osi, galerie, które łączą korpus z oficynami i kolumnowy portyk. Te wszystkie elementy występują w oglądanym przez nas i wybudowanym w 1830 pałacu. Autorem projektu jest znany polski architekt Adam Idźkowski, autor kolumnady Pałacu Saskiego w Warszawie. Jest cicho i nadzwyczaj spokojnie, podobno działa tu pensjonat, ale gości nie ma, a właściciele gdzieś pojechali. Siadamy na tarasie i rozkoszujemy się widokiem.
Nie na długo. Pozostaje nam ponad dziesięć kilometrów do Różana: sześć kilometrów leśną drogą pod drutami wysokiego napięcia i trzy kilometry ruchliwą szosą. Gnamy, aby zdążyć na ostatni autobus. Jak zwykle.



Stare Bosewo. Rzeźba w parku. 



Uroczy lasek brzozowy pod Znamiączkami.



Podmokłe łąki w okolicach Grądów Szlacheckich



Rzeczki w okolicach Borek.



Zabytkowy dom w Kuninie.



Kunin. Drewniany kościół przeniesiony z Marianowa, gdzie służył ewangelikom.



Okolice Ponikwi Dużej.



Okolice Ponikwi Dużej. Łąki ciągną się po horyzont.



Pałac w Szczawinie. Wybitny przykład architektury palladiańskiej. Wzniesiony około 1830 roku dla Józefa Glinki według projektu Adama Idźkowskiego.



Pałac w Szczawinie.



Droga do Różana.



Widok na Różan z mostu na Narwi. 

piątek, 8 kwietnia 2016

12.03.2016 - Sochocin - Ostrowie - Jędrzejewo - Kuchary Królewskie - Rzy - Karolinowo - Gościmin Wielki - Czarnoty - Kubice - Cichawy - Gąsocin (27.0 km)

Uczestnicy: Artur K., Joanna T., Ewa B., Anna S., Marcin P., Adam O., Grzegorz B.

Zaczynamy w Sochocinie, wsi gminnej położonej położonej 12 kilometrów na północny wschód od Płońska. Sochocin - mimo że dziś jest tylko wsią - jest w końcu niewiele młodszy od Warszawy, a przez niemal 500 lat był nieźle prosperującym rolniczym miasteczkiem. W 1869 roku utracił, jak wiele miast Królestwa Polskiego, prawa miejskie, ale coś z atmosfery miasta pozostało. Miasta co prawda prowincjonalnego - w sobotni poranek nie uda się tu nawet napić kawy - a mimo to pełnego życia i radosnego. Zaglądamy do niewielkiego sklepiku przy kościele. Jakbyśmy się cofnęli 50 lat  - w ciemnym i chłodnym pomieszczeniu starsza pani sprzedaje bluzeczki, nici i skarpetki i jest to ostateczne pożegnanie z handlem w tym miejscu - sklep już wkrótce przestanie istnieć. Nasza rozmówczyni opowiada historię swojego życia: przez wiele lat robiła remanenty w różnych sklepach Sochocina, potem pracowała jako ekspedientka. Przenosimy się w lata sześćdziesiąte, siedemdziesiąte ubiegłego wieku. Niczym postać z książek Myśliwskiego, pani W. jest przybyszem z dawno minionego świata, gdzie życie było prostsze i trudniejsze zarazem. Odwiedzamy cukiernię, a potem oglądamy niewielkie drewniane domy w centrum.   
Nasza droga wiedzie przez pola i łąki na wschód. Jest chłodno i wietrznie. Po kilku kilometrach, pod Kucharami Królewskimi robimy przerwę na konsumpcję ciasteczek. Dwa zakręty i już jesteśmy w miejscowości o frapującej nazwie Rzy. Jak czytać nazwę: rzy czy r-zy? Mijamy szosę do Ciechanowa i niedługo potem docieramy do Gościmina Wielkiego. W miejscowym sklepie pijemy herbatę, o którą prosimy panią sklepową. Dowiadujemy się, że handel we wsi zamiera, gdyż ludzie robią zakupy w supermarketach. Przechodzimy mostem na drugą stronę Sony i zagłębiamy się w piękny las. W przerwie wypijamy pigwówkę i resztki wiśniówki, robi się błogo, ale błogostan szybko mija. Za Kubicami piękny las się kończy i krajobraz gwałtownie się zmienia na księżycowy: mijamy wielkie żwirowiska, na których z rzadka niczym jakieś wielkie archaiczne zwierzęta stoją zardzewiałe koparki. Po kolejnych pięciu kilometrach docieramy do Gąsocina. Jego  główną atrakcją jest ruina drewnianego dworca kolejowego, którym zachwycali się Sienkiewicz i Konopnicka. Widzieliśmy już go wcześniej i tam piszę o nim nieco więcej (27.06.2015).    



Ten sklep w Sochocinie wkrótce przestanie istnieć.



Pani W. jest rodowitą sochocinianką. Pracuje w handlu od kilkudziesięciu lat. 



Sochocin - zabytkowy dom.



Na Rynku w Sochocinie.



Sochocin. Ul. Wojska Polskiego



Jędrzejewo.



Konsumpcja ciasteczek pod Kucharami Królewskimi.



Kuchary Królewskie



Rzy - jedna z dziwniejszych nazw miejscowości w Polsce. Osoba postronna nie wie nawet, jak ją wymawiać. Od miejscowych mieszkańców dowiedzieliśmy się, że należy wymawiać r-zy (jak w wyrazie zmarznąć).



Piesek jest niesamowity. Przyłączamy się do apelu...



Gorąca herbata w sklepie w Gościminie Wielkim. 



Wyjątkowo piękne ogrodzenie w Gościminie Wielkim. 


 Handel w Gościminie zamiera...



Rzeczka Sona w pobliżu wsi Czarnoty.



Ania ma zawsze mnóstwo energii. Nawet po przejściu 20 kilometrów jest w stanie stanąć na głowie lub wykonać bardzo skomplikowane ćwiczenie. 



Kubice.


Księżycowy krajobraz pod Cichawami.



Żwirowisko pod Cichawami.



Żwirowisko pod Cichawami.

niedziela, 27 marca 2016

20.02.2016 - Jadwisin - Zegrzynek - Serock - Moczydło - Zaolzie - Marynino - Wola Smolana - Nowa Jachranka - Izbica - Jachranka - Izbica - Dębe (21.9 km)

Uczestnicy: Artur K., Joanna T., Ewa S. Mysza, Piotr Strażak

Znów sobota i znów wycieczka. Autobus pomyka, pada śnieżek, a Mysza opowiada o właśnie przebytych kursach toksykologicznych. Wysiadamy w Jadwisinie i kierujemy się do Wąwozu Szaniawskiego. Śnieg pokrywa zielone pola, nagle wróciła zima, krajobraz robi się bajkowy. Wąwóz Szaniawskiego to miejsce piękne - głęboki, kręty, pokryty lipami i klonami bardziej przypomina Beskidy niż Mazowsze. Droga prowadzi nad Zalew Zegrzyński, zasnuty mgłami i ponury. Przekraczamy bramę, która prowadzi do ruin dworu Jerzego Szaniawskiego. Znajdujemy się w miejscu naznaczonym piętnem tajemnicy i upadku. Szaniawski mieszkał w tym miejscu niemal całe życie. Tu napisał większość dzieł, tu powstał niezapomniany "Profesor Tutka". Po wojnie pisarz starał się ocalić miejsce, które stanowiło część majątku jego rodziny. W ramach reformy rolnej komunistyczne władze przekazały majątek utworzonemu Instytutowi Ziemniaka, pozostawiając Szaniawskiemu modrzewiowy dworek i 30 hektarów ziemi ornej i lasu. Szaniawski nie miał środków na zapłatę podatku od tej posiadłości i popadł w skrajną nędzę. Po śmierci pierwszej żony, coraz bardziej zgorzkniały i samotny, w wieku 76 lat ożenił się ponownie, ale ta decyzja okazała się dla niego zgubna - chora na schizofrenię żona całkowicie odizolowała go od świata. W 1977 roku, siedem lat po śmierci Szaniawskiego, spłonął modrzewiowy dworek a w nim cała niepublikowana spuścizna po pisarzu. Dziś pozostały tylko schody, które prowadziły do dworku.
Droga do Serocka wiedzie ścieżką nad Zalewem nad stromą skarpą. Gdzieś po drodze mijamy niewidoczny od naszej strony pałac Radziwiłłów w Jadwisinie, należący do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, obiekt piękny i warty zwiedzenia, ale niedostępny, a potem opuszczony ośrodek wypoczynkowy. Malownicza droga wiedzie wprost do Serocka.
Serock, mimo że maleńki, sprawia całkiem wielkomiejskie wrażenie. Główną atrakcją jest gotycki kościół obronny Zwiastowania NMP z czworoboczną wieżą i quasi-basztami wspierającymi nawę. A przy rynku jest kawiarnia "Pychotka" z pyszną kawą i wspaniałymi ciastkami. Właściciel, cukiernik z powołania, prezentuje nam imponującą kolekcję filiżanek, kubków i dzbanków.
Maszerujemy, częściowo żółtym szlakiem, do Wólki Smolanej. Wychodzi słońce, robi się ciepło, za Maryninem urządzamy sobie pierwszy w tym roku piknik: Asia wyciąga oliwki z fetą, a Strażak pigwówkę z azerbejdżańskich pigw. Idziemy przez Las Serocki i już jesteśmy w Jachrance w hotelu Windsor. To jeden z bardziej kiczowatych obiektów na Mazowszu: tak z zewnątrz, jak i wewnątrz. Na zewnątrz straszą gargamelowate kolumnady, nieporadnie naśladujące brytyjski styl kolonialny, wnętrze przywodzi na myśl imitację arabskiego hotelu. Kolejne 3 kilometry i jesteśmy w Dębem. Pozostaje nam już tylko jedynie oczekiwanie na busa do Warszawy. Nie bardzo tylko wiadomo, gdzie się zatrzymuje...    



Wąwóz Szaniawskiego. Spadł śniegi i zrobiło się bajkowo.  



Wąwóz Szaniawskiego. 



Brama prowadząca do majątku Szaniawskiego. 





Zegrzynek. Z dworku pozostały już tylko schody...



Zalew Zegrzyński. Okolice Serocka. 



Zalew Zegrzyński. Okolice Serocka.



Serock. Kościół Zwiastowania NMP. Zachodnią fasadę wspierają cylindryczne skarpy, przypominające baszty. Kościół wzniesiono w XVI wieku z fundacji książąt mazowieckich. 



Serock. Kawiarnia "Pychotka" prezentuje wspaniałą kolekcję porcelany. 



Okolice Marynina. 



Okolice Wólki Smolanej. 



Okolice Wólki Smolanej. 



Lasy Serockie. Okolice Izbicy.



Lasy Serockie. Okolice Izbicy.



Jachranka. Hotel "Windsor". Doskonały przykład architektonicznego kiczu.