niedziela, 6 grudnia 2020

28.11.2020 - Łosice - Rudnik - Łepki Stare - Suchodołek - Rogóziec - Sosenki-Jajki - Mordy (22.0 km)

Uczestnicy: Ula P., Artur K., Marlena F., Stefan Sz., Edyta O., Grzegorz B.  

Relacja Stefana Sz.: 

Ciężka próba wstania o 6,00....(udana). Wjazd z dworca Śródmieście, pociąg KM do Siedlec. Póki co jest 5 osób, jeszcze w majestacie prawa mieścimy się w limicie antycovid. Pociąg pustawy, można dyskretnie zdjąć namordnik. W Siedlcach przechwytujemy Edytę, to już nadkomplet, co wymaga wzmożenia czujności. Busikiem bezproblemowo do Łosic i już można na trasę - przedtem zwiedzanie miasta, tradycyjnie zaczynające się wizytą w sklepie dla uzupełnienia różnej maści zapasów. Miasto jest mocno rozkopane, ale fajny rynek. Niektórym marzy się poranna kawa, co jak wiadomo może być trudne w obecnych okolicznościach przyrody. W jednym z przybytków gastronomicznych negocjujemy zamówienie kawy i wypicie w odległości 2 m od bufetu, chociaż nie wiadomo, czy uda się wypić chociażby na ulicy. Pokrzepieni i rozgrzani udajemy się nad pobliski stawek w celu pierwszej degustacji płynów rozgrzewających. Rumuńska jabłkóweczka konkuruje z nalewką malinową (konkurencja nie zostanie rozstrzygnięta nawet w pociągu powrotnym). Robimy pamiątkowe zdjęcie przy zabytkowym kutrze, chociaż największe zainteresowanie wzbudza naklejona na nim kartka z napisem wyrażającym negatywną opinię o pewnym panu ze sfer rządowych. Pierwsze kilometry trasy nie są zbyt atrakcyjne, z braku innych możliwości musimy iść dość ruchliwą szosą, przydrożną atrakcją jest imponujących rozmiarów drzewo rosnące obok, tak wielkie że nawet trudno rozpoznać gatunek. Po dłuższych dywagacjach dochodzimy do wniosku, że jest to lipa, iście czarnoleska. Jeszcze mostek na rzeczce Tocznej i można wreszcie zagłębić się w las(przedtem jeszcze zdjęcie naszych łepków koło wsi Łepki). Las jest niestety monstrualnie zaśmiecony i niezbyt duży. Wkrótce miejscowość Łepki Stare – jest tu tablica upamiętniająca zrzuty sprzętu dla partyzantów z BCh podczas wojny. Zagaduje nas miejscowa babcia, mówi o łosiach i dzikach, urządzających ostatnio wizyty we wsi, potem opowiada o dowódcy partyzantów odbierających wspomniane zrzuty(mieszkał do końca życia w tej wsi, zmarł niedawno), ale nie wyraża się o nim zbyt pochlebnie. Niezręczne wypytywać o szczegóły, ale twierdzi tylko, że „to niedobry był człowiek”. Teraz już przed nami bezkres mazowieckich pól, zeszpeconych niestety jakimiś halami czy raczej fermami, sądząc po zapachu. Popas w niewielkim lasku w zapadającym zmroku, naleweczka oczywiście, i wsie Wypychy, Roguziec, Sosenki...Zaznacza się jakoś brak mocnego akcentu w tym dniu, ale spożyte naleweczki i przebyte kilometry widać robią swoje, więc pada propozycja komponowania tekstów z wyrazami wyłącznie na literę „m”, na cześć miasta Mordy, ostatniego na trasie. No i rusza lawina twórczości. Nie sposób zapamiętać wszystkiego, ale tak z co pikantniejszych tekstów, cytując z pamięci: „ młode mężatki mistrzowsko masujące muskuły miejscowych mężczyzn musem malinowym „ „.mnóstwo miłych momentów, mało meneli, mili młodzieńcy,mądrzy mieszkańcy-mędrkujący miejscami” „ miłe miasto Mordy mami mnóstwem możliwości „ „miłe masaże miejscowych mężatek” i wiele innych, nowe propozycje mile widziane. Ostatni odcinek wypada szosą, w ciemności i zaczynającym padać śniegu. Twórczość pod wezwaniem litery „m” towarzyszyć nam już ma do końca. O dziwo, naruszając wieloletnią tradycję, docieramy na stacje ponad dwie godziny przed czasem. Czymś się trzeba zająć, idziemy więc na posiłek do pobliskiej stacji benzynowej, a następnie na zwiedzanie miasta Mordy. Z ciekawostek są tu tajemniczo majaczące w ciemności ruiny pałacu i nieco dziwny pomnik na rynku, przedstawiający zagadkową postać kobiety dosiadającej niedźwiedzia, w koronie, i rozkładającej ogromne ręce. Sesja zdjęciowa w sypiącym śniegu i do pociągu. Miły pan konduktor twierdzi, że pierwszy raz widzi tak dużą grupę ludzi w wagonie(?). Przesiadka w Siedlcach, pożegnanie z Edytką i już w prawie pustym pociągu do Warszawy, gdzie dalszy ciąg rywalizacji jabłkówka – malinówka, z toastem za powodzenie odbywającej się w Warszawie kolejnej demonstracji kobiet. I już Warszawa – Śródmieście i koniec przedostatniej zapewne w tym roku wyprawy.

 

Nasza grupa na tle zabytkowej łodzi Ełki, skonstruowanej pod koniec lat 50. XX wieku. To podobno jedyny zachowany egzemplarz. 

 

Dzisiaj od polityki nie da się uciec nawet w Łosicach... 

 

Malowniczy zalew w Łosicach. Zdjęcie Uli. 

 

Kościół p.w. św. Zygmunta w Łosicach wybudowany na początku XX w.  

 

Wyjątkowy przykład pomysłowej utylizacji pobożnych odpadów... 
 
Chwila przyjemności nad zalewem. Artur przygotował nie lada atrakcję: rumuńską jabłkówkę!
 
Okolice wsi Rudnik. Rzeczka Toczna.



Okolice Suchodołka. Zdjęcie Uli.

Ponure mazowieckie krajobrazy... Wszyscy tak je kochamy. Zdjęcie Uli.

Od błotnistych dróg nie możemy się dziś uwolnić. Zdjęcie Uli.

Mordy, pięknie odnowiony rynek. A na rynku dziwny pomnik, którego przesłania do końca nie rozumiemy. Zapewne odwołuje się do miejscowych legend... Zdjęcie Uli.



Piękny rynek w Mordach w śniegu. Zdjęcie Uli.







sobota, 31 października 2020

24.10.2020 Dęblin - Stężyca - Kletnia Stara - PKP Życzyn (19.8 km)

 

Uczestnicy: Grzegorz B., Magda G,.Asia P,. Marlena F., Ula P., Artur K., Łukasz P., Stefan S.


Stefan Sz. zwany Tyćkiem pisze:

O godz. 8,00 spotykamy się na dworcu Centralnym, jeszcze przed rozpoczęciem trasy łamiąc kilka (nawiasem mówiąc, mało sensownych) tzw. obostrzeń antycovidowych. Od dzisiaj nie można urządzać zgromadzeń większych, niż 5 osób. Jest nas póki co siedmioro (potem dołączył i zaczyna się nerwowe rozglądanie, której to dwójki jest za dużo, a i umaseczkowienie grupy przedstawia co nieco do życzenia. Pociąg jedzie z Bydgoszczy, na szczęście przyjeżdża punktualnie. Pakujemy się do trochę pustawego wagonu, można dyskretnie zdjąć namordnik (sorry, maseczkę). Dojeżdżamy szybko,pogoda jest na granicy deszczu, ale w Dęblinie na szczęście nie pada. Koło dworca duża restauracja, w której kiedyś biesiadowaliśmy z grupą Grzesia R. na zakończenie„Polesia”. Dziś nie pobiesiadujemy  (obostrzenia antycovid, cholera), o porannej kawie można zapomnieć.

Nieco dalej dwa duże, stare drewniane budynki. Być może pozostałość po przedwojennych Żydach, którzy budowali w małych miasteczkach takie domy przeznaczone do zamieszkania przez kilka rodzin. W okolicach Warszawy można je jeszcze zobaczyć m.in. w Józefowie i Mińsku Mazowieckim.

W planach mamy zwiedzanie Starówki i pozostałości Twierdzy Dęblin, który zwał się wtedy Iwangorodem. Do Starówki nam nieco”nie po drodze”, kończy się więc na twierdzy. Ponieważ ciągle urzęduje tam wojsko, możemy obejrzeć przez płot tylko mały fragment – na jednym z budynków widzimy ciekawy element architektoniczny, oryginalny ornament otaczający okna. Aparaty idą w ruch, trochę ryzykownie, bo to jednak wojsko, o czym świadczą stojące za płotem przyrdzewiałe transportery pływające TOPAS. Potem pierwsza naleweczka - jest co świętować-urodziny Kierownika, imieniny dwóch dziewczyn i zdobycie licencji pilota (przez niżej podpisanego). Kolega Kierownik obowiązkowo zapodaje z przewodnika podstawową wiedzę o tym, czym tu się należy zachwycać.

Opuszczamy miasto kierując się w kierunku Wisły i czerwonego szlaku wiodącego wałem przeciwpowodziowym. Po drodze jeszcze fragment twierdzy i tylko wał, wał, wał...Trochę ten wał musiał się rzucić uczestnikom na głowę, bo zaczynają się harce i swawole na wale – jakoś motyw wału nie chce się od nas odczepić. W końcu pada propozycja żeby pokazać na wale wała [.....](autocenzura), co ochoczo czynimy. Jakby w nagrodę, zaczyna się wypogadzać i pokazują wspaniałe widoki: szeroko rozlana Wisła z malowniczymi wysepkami, po drugiej stronie rozległe łąki z ogromnymi drzewami w kolorowej, jesiennej szacie. Krótki postój nad brzegiem Wisły, dość błotnisto, autor zaliczył dachowanie na błocie jeszcze przed kolejną naleweczką. Wreszcie Stężyca – schodzimy z wała, to znaczy, sorry, z wału, w kierunku miasteczka, gdzie do obejrzenia są dwa kościoły: Jeden z nich to XV-wieczny późny gotyk, dość monumentalna budowla, niestety nie da się zajrzeć do środka (zamknięte z powodu covida?). Drugi, XVIII-XIX w. jest niezbyt ciekawy architektonicznie, za to z budzącym nieco dziwne skojarzenia pomniczkiem Matki Boskiej, ona chyba tylko depcze węża, ale już autor tego dzieła coś widać niespecjalnie ruszył głową.

Opuszczamy ostatni na trasie przybytek cywilizacji i zagłębiamy się w las Borki. Nareszcie przestaje obowiązywać antycovid i przyjemny jest widok twarzy nie przysłoniętych szmatami, t.j. maseczkami. Las nie jest zbyt duży ale urokliwy. Udaje się znaleźć kilka grzybków, wkrótce wieża widokowa,a może myśliwska, za nią rozległe łąki aż po horyzont. Do tego pełne słońce, absolutna blacha! Zalegamy na skraju pola kukurydzy, naleweczka oczywiście, plus szybka herbatka i dalej wałem....to znaczy groblą (ciekawe, jak motyw wału zdominował ten dzień), wśród typowo mazowieckich krajobrazów, z wierzbami na miedzach, laskach, piaseczkach, pastuszkami z krowami...No cóż, właśnie minęliśmy granicę województwa mazowieckiego... Słoneczko lirycznie zachodzi...Mijając wieś Kletnia Stara, piaszczystym pagórkiem podążamy już prosto do Życzyna. No, może nie do  końca prosto. Wygodna droga, widoczna również na carskiej mapie z 1915 r., niespodziewanie skręca, co w zapadającym zmroku zmusza nas do krzalowania po bezdrożach, a godzina odjazdu pociągu zbliża się nieubłaganie. Na szczęście obok biegnie wał....nie, naprawdę przepraszam, nasyp kolejowy, który doprowadza już prosto do stacji Życzyn. Do odjazdu pociągu zostało 5 min. - zdaje się, że zdążanie na pociąg w ostatniej chwili jest już tradycją (nie tylko tej) ekipy. W pociągu jeszcze incydent medyczny konduktorki z dwoma pijaczkami, co nawet zmusza do interwencji naszą Kochaną Panią Doktór, t.j. Marlenkę oraz policję, wskutek czego nasz pociąg ma „tylko” pół godziny godziny opóźnienia.. Dalsza jazda przebiega już bez problemów, za to oczywiście z dyskretną naleweczką. Zakończyła się wyprawa, a wraz z nią mój debiut w ekipie PPM.

 

Jesteśmy na dworcu w Dęblinie. Nie ulega wątpliwości, że zgodnie z właśnie wprowadzonym przepisem prawnym jest nas za dużo...

 


Stacja Dęblin (zdjęcie Tyćka) 


Orientalne ornamenty budynku z kompleksu twierdzy Dęblin (zdjęcie Tyćka)


 Proszę Państwa - oto dereń! (zdjęcie Tyćka)

 

Nasz kolega zdobył licencję pilota! Pierwszy toast pijemy za jego sukces!

 

Fragmenty twierdzy Dęblin widoczne z wału


Wisła w okolicach Dęblina


Podążamy wałem w kierunku Stężycy

 

Harce i swawole na wale! (zdjęcie Tyćka)


Na wale... (zdjęcie Tyćka)


...pokazujemy wała sami wiecie komu!


Sielankowa dolina pod Stężycą


Malownicze wierzby pod Stężycą
 

Okolice Stężycy
 
 
Wał się skończył. Czas na chwilę ciszy (zdjęcie Tyćka)
 

Trzcina i rybak (zdjęcie Tyćka)


Kościół p.w. Świętego Mikołaja Biskupa w Stężycy
 

Niepokojąca Matka Boska przed kościołem w Stężycy
 

Kościół p.w. Przemienienia Pańskiego w Stężycy
 
 
Kot może zostać...(zdjęcie Tyćka)

 
Nareszcie w lesie! (zdjęcie Tyćka)


Piękny las pod Stężycą
 

Kolejne kilometry - kolejne toasty! (zdjęcie Tyćka)


W stronę Kletni Starej. Kolejny wał...


Mazowieckie wierzby


Znowu wierzba. Znowu mazowiecka.