czwartek, 14 czerwca 2018

03.06.2018 - Żurawin - Żurawinek - Sulkowo Rzeczne - Sulkowo Bariany - Obręb - Cieślin - Grodnia - Zdziembórz - Winnica - Bądkowo Jeziorne (23,5 km)

Uczestnicy: Grzegorz B., Artur K., Andrzej T., Ula P.

Kroniki Uli ciąg dalszy:

Budziki nastawione na 8.00. Jednak już dużo wcześniej słońce zaczyna zamieniać nasze namioty w małe sauny. Powoli wszyscy wychylamy nosy na zewnątrz, by zaczerpnąć powietrza jeszcze przed planowaną pobudką. Ku wielkiej radości części z nas okazuje się, że tuż przy naszym biwaku jest zejście do Skrwy! Na pierwszy ogień idzie Andrzej udowadniając wszystkim wreszcie, że zakup ręcznika w Sierpcu był słuszną inwestycją. Potem kąpie się Ula, instruowana z brzegu jakimi stylami ma pływać. Grześ odważa się zanurzyć do kolan.
Po kąpieli urządzamy śniadanie. i kolejną wielką rozgrywkę w "kamień, papier i nożyce". Tym razem niekwestionowanym "zwycięzcą" obarczonym nową torbą śmieci zostaje Artur.
Zwijamy biwak ok.10-tej, gdy słońce jest już nie do wytrzymania i ruszamy w kierunku Brudzenia Dużego. Mijamy stary młyn i żurawińskie kaskady. Podążamy dalej przez pola i łąki marząc o cieniu. Już po 11-tej okazuje się, że nasze zapasy wody są na wyczerpaniu. Na szczęście bez problemu udaje nam się je uzupełnić w przydrożnym domu za Żurawinkiem. Artur, za zgodą pani gospodyni, pozbywa się tam również porannego trofeum. Ula swoje wczorajsze dumnie dźwiga dalej.
Fragment drogi idziemy lasem, po czym znowu kluczymy po polach i łąkach. Upał się nasila, a czerwony szlak co chwila zjawia się i znika. To już nie pierwsza wycieczka, na której mamy spore zastrzeżenia do inteligencji i intencji osób wyznaczonych przez PTTK do malowania mazowieckich znaków. Powoli dojrzewamy do napisania skargi....
Dochodzimy do Obrębu i postanawiamy znowu uzupełnić zapasy wody. Niestety w jednym z domów nie słyszą naszej prośby, a w drugim pani informuje nas, że u nich nie ma wody. Zadziwieni faktem, że są miejsca na Ziemi, gdzie ludzie nie potrzebują wody do życia, dyskutując o propagandzie stosowanej przez koncerny sprzedające napoje, ruszamy dalej rozgrzaną odkrytą szosą w stronę Cieślina. Rozwijamy niesamowite prędkości wiedząc, że już za 3 km czeka nas jedyny na dzisiejszej trasie sklep!
Na miejscu okazuje się, że poza sklepem jest jeszcze bar. Rozsiadamy się szczęśliwi w cieniu przy stoliku i na przemian krążymy między sklepem a barem donosząc co chwila nowe napoje i przekąski. Chyba upał i zmęczenie dały nam się już we znaki, bo czasu do autobusu w Brudzeniu Dużym coraz mniej, a my siedzimy dalej nie mogąc się nacieszyć naszym upojnym postojem. Patrzymy na mapę i nie da się ukryć - do naszego docelowego punktu zostało ok. 9 km, a czasu ok. 100 min. Niby nie tak źle, ale Grześ postanawia nieco zweryfikować planowaną wcześniej trasę. Odłączymy się od niepokornego czerwonego szlaku i pójdziemy przez Zdziembórz.
Ruszamy przez pole. Mijamy niezwykle malowniczą dolinę Skrwy idąc wysoką skarpą, cykamy kilka zdjęć zachwycając się pięknym widokiem i wchodzimy w las. Andrzej wyrywa daleko naprzód tak, że nikt go nie widzi. Nasza grupa bardzo się rozciąga. Każdy obiera inną taktykę na złapanie autobusu. Za Zdziemborzem przekraczamy rzekę. Podchodząc pod wielką górę przyznajemy, że dotarcie do Brudzenia Dużego na czas jest już nierealne. Wspólnie obmyślamy plan B. Okazuje się on dość mętny (żar z nieba i ogromne nachylenie terenu robią swoje). Liczymy na złapanie autobusu wcześniej na trasie lub podjechanie do Brudzenia stopem. Artur z Andrzejem wyrywają do przodu i już widzimy ich na przystanku w Bądkowie. Gdy na horyzoncie zjawia się podjeżdżający autobus, nam zostało jeszcze 200 metrów. Ruszamy pędem. Znowu się udało!







Żurwin. Poranny widok z namiotu.



Żurawin. Śniadanie na trawie i walka o śmieci.



Żurawin. Biwak zwinięty - ruszamy!



Żurawińskie kaskady.



Żurawin. Stary młyn.



Żurawin. Skrwa.



Wielki błękit. W drodze z Sulkowa do Obrębu.



Sosnowy las w okolicach Obrębu.



Wierzba w okolicach Obrębu.



Droga do Obrębu.



Niekończące się wierzby przed Obrębem.



Malownicze jeziorko pod Cieślinem.



Cieślin. Nasza oaza.



Pola w Cieślinie.



Dolina Skrwy. W drodze z Cieślina do Grodni.


środa, 13 czerwca 2018

02.06.2018 - Sierpc - Kwaśno - Budy Miłobędzkie - Zglenice Budy - Choczeń - Żurawin (23,5 km)

Uczestnicy: Grzegorz B., Artur K., Andrzej T., Ula P.

Wszystko się rozwija, nasz blog również. Oto do grona zacnych kronikarzy dołącza Ula. Oddajmy jej zatem głos:

Już przed 10-tą jesteśmy w Sierpcu. Jednak atrakcje rozpoczęły się dużo wcześniej! W prawie pełnym autobusie usadowiliśmy się z tyłu, przy bardzo towarzyskim Januszu. Dzięki dwugodzinnej wspólnej podróży nasza fachowa wiedza na temat spawania, rur, rurek, rureczek, specjalistycznych papierów, egzaminów i szkoleń do tego fachu niezwykle wzrosła. Andrzej nawet kilkukrotnie był zachęcany, aby zostać pomocnikiem naszego współtowarzysza. Jako biedny doktorant, który mógłby spokojnie dziennie wyciągnąć tysiaka, poważnie rozważa zmianę branży.
Na dworcu w Sierpcu nasze drogi z Januszem się rozchodzą. Każdy rusza w swoją stronę. My - na podbój miasta. Oglądamy Parafię św. Maksymiliana Kolbego, Ratusz i Kościół pw. św. św. Wita, Modesta i Krescencji (z wbudowanym w mur głazem z symbolem solarnym, upamiętniającym stojącą wcześniej w tym miejscu przedchrześcijańską świątynię). Pod Kościołem pw. Świętego Ducha spotykamy księdza, który pozwala nam wejść do środka. Budowla ta powstała w XV w. Jest to jeden z trzech istniejących jeszcze na Mazowszu kościołów szpitalnych (od 1518 r. funkcjonował jako kaplica szpitalna przy przytułku). Wewnątrz można zobaczyć fragmenty gotyckich polichromii z początku XVI w. Udajemy się obejrzeć mleczarnię "Sierpc", a potem kierujemy się na wzgórze do Klasztoru Sióstr Benedyktynek. Jego architektura i widoki rozpościerające się na miasto robią na nas tak ogromne wrażenie, że postanawiamy ochłonąć nieco przy lampce wina domowego taty Uli pod sklepem z dewocjonaliami.
W Sierpcu odwiedzamy jeszcze niezwykle obleganą kawiarnię "U Mariusza", sklep Lidl, w którym Andrzejowi udaje się zakupić ręcznik oraz "Pizzerię Bella", w której nie możemy sobie odmówić skosztowania lokalnego Kasztelana. Piwo wypite, ława połamana - czas ruszać w drogę.
Minęła 14-ta.
Za Sierpcem mijamy Kwaśno i kierujemy się na Miłobędzin. Na mapie wypatrujemy przy czerwonym szlaku jezioro, które staje się silną motywacją do marszu w coraz większym upale. Niestety szlak zupełnie nieposłuszny mapie postanawia zgrabnie wyminąć je szerokim łukiem, idąc bliżej wijącej się Skrwy. Podejmujemy za to kilka prób znalezienia zejścia do rzeki. Niestety ręcznikowi z Lidla grozi, że nie będzie miał dzisiaj swojej premiery.
Idziemy jakiś czas malowniczym lasem, nieustannie oganiając się od komarów. Walczymy, żeby nie rozdrapywać czerwonych bąbli, a chłopaki co chwilę psikają się różnymi specyfikami. Oganiamy się wszyscy poza Grzesiem. On uparcie twierdzi, że my chyba nie byliśmy nigdy w miejscach gdzie jest dużo komarów.
W Zglenicach - Budach urządzamy sobie lunch. Najwyższa pora, bo minęła już 18-ta! Posileni i wzmocnieni organizujemy turniej w "kamień, papier i nożyce". Po zaciętej walce ostatnie miejsce zajmuje Ula, której przypada za to zaszczyt niesienia śmieci. Ruszamy dalej. W Choczeni mijamy miejsce zakończenia spływów kajakowych. Gdy docieramy do Żurawina przy remizie właśnie zwijają sprzęt muzyczny. Machają do nas i zapraszają serdecznie na kaszaneczkę. Jesteśmy najedzeni i nieco opóźnieni, więc odmawiamy. Jednak po wielokrotnych namowach ulegamy pokusie. Gościnni mieszkańcy Żurawina właśnie zakończyli obchody dnia dziecka. Okazuje się, że cały rok bardzo prężnie działają. Dostajemy zaproszenie na odpust 12-tego sierpnia oraz coroczną akcję charytatywną dla niepełnosprawnych 19-tego sierpnia. Zamiast kaszanki, której już nie ma, zostajemy uraczeni samogónką Marka. Z kolei Paweł oferuje nam miejsce na biwak na swojej świeżo skoszonej łące, tuż nad brzegiem Skrwy. Cudownie! Mijamy po drodze ceglany kościółek z magicznym źródełkiem i przy różowych promieniach zachodzącego słońca udajemy się na "naszą łąkę".






Sierpc. Wyjątkowo udany przykład drewnianej architektury. 



Kościół pw. św. św. Wita, Modesta i Krescencji. Wybudowany w miejscu pogańskiej świątyni.



Sierpc. Znak solarny wbudowany w kościół. Pochodzi z czasów pogańskich. 



Sierpc industrial. Na sprzedaż!!



Sierpc. Pozostałości gotyckiej polichromii w kościele Św. Ducha.



Sierpc. Fasada kościoła Benedyktynek.





Kulinarna rozpusta: wino, kawa, piwo...



Ława zniszczona - czas w drogę!



Okolice Bud Miłobędzkich. Młyn na Skrwie.



Bezkresne krajobrazy w okolicach Bud Miłobędzkich.



Las w okolicach Zalewu Bledzewskiego.



Zglenice Budy. Skrwa.



Uroczy mostek na Skrwie w Zglenicach Budach.


                         

Zglenice Budy. Kurczak po hindusku na późny lunch i zacięta walka w "kamień, papier i nożyce" o śmieci.



Malownicze jeziorko pod Choczenią.



Pamiętna remiza w Żurawinie.



Zachodzące słońce w Żurawinie. Przed nami upojna noc...

piątek, 1 czerwca 2018

08.10.2017 - Oborczyska - Nowe Czerwińskie - Baranowo - Jastrząbka - Zabrodzie - Grabowo - Bagienice Szlacheckie - Chłopia Łąka - Krasnosielc (25.0 km)

Uczestnicy: Artur K., Grzegorz B.

Po 11 żegnamy się z naszymi przemiłymi gospodarzami i ruszamy w drogę. Leje, koleżanki wracają do domu, żegnamy się z nimi w Nowych Czerwińskich. Deszcz zacina, zaciskając zęby, idziemy przez Baranowo ulicą Marcelego Nowotki - Baranowo najwyraźniej nie zostało jeszcze zlustrowane. Za Baranowem skręcamy w piękną leśną drogę. Po jakimś czasie wychodzi słońce, robi się przyjemnie, znów chce się żyć. We wsi Jarząbka mijamy ładny, choć opuszczony budynek nieczynnej już od lat stacji, nikt stąd już nigdy nie odjedzie, zardzewiałe tory nikomu już nie posłużą. Po dwóch  kilometrach jesteśmy już w Zabrodziu. Droga wiedzie teraz znów przez las, na zachód, do leśniczówki Krzywoszyja. Za leśniczówką skręcamy na południe - idziemy kilka kilometrów przez piękny bór. Nie rozglądamy się na boki - bardzo się nam spieszy: musimy zdążyć na autobus z Krasnosielca. Po kilku kilometrach wychodzimy z lasu, znów gnamy przez pola, mijamy wieś popegieerowską Grabowo, a po kolejnych trzech kilometrach Bagienice Szlacheckie. Jeszcze 2 kilometry i Chłopia Łąka. Już wiemy, że nie zdążymy na autobus, który miał nas zabrać z Krasnosielca do Przasnysza. Na Rynku w Krasnosielcu meldujemy się 15 minut po jego odjeździe. Tak się nam wówczas zdawało... Ale oto proszę - o 17.50 mamy kolejny autobus do Przasnysza. Wydaje się, że sprzyja nam szczęście. W oczekiwaniu na autobus możemy sobie nawet pozwolić na spożycie małej soplicy. Czekamy, czekamy, autobus  nie przyjeżdża. Nagabywane panie twierdzą, że  nie chodzi w niedzielę, choć z rozkładu wynika, że powinien być. Zaczyna się gorączkowe poszukiwanie możliwości wydostania się z tego skądinąd miłego miasteczka - Krasnosielc w XIX w. był miastem, do czasu, gdy władze carskie pozbawiły go tego zaszczytu. Miejscowość zachowała małomiasteczkową atmosferę, jej centrum stanowi duży prostokątny rynek. Miejscowe panie kierują nas do starszego pana, byłego taksówkarza, który od czasu do czasu odwozi bądź przywozi osoby takie jak my, pozbawione możliwości skorzystania z transportu publicznego, najwyraźniej zacofane. Starszy pan właśnie wrócił z kościoła - godzi się nas zawieźć do Przasnysza. Dowiadujemy się, że skończył właśnie 80 lat i był jednym z trzech taksówkarzy w Krasnosielcu. Teraz taksówek już nie ma, niemal każdy mieszkaniec kupił sobie samochód, bez samochodu nie da się tu żyć. A autobus, na który rzekomo nie zdążyliśmy, już nie jeździ, choć w rozkładzie jazdy i w internecie figuruje. Oto Polska właśnie: kraj pozbawiony infrastruktury, wyrażający brak zainteresowania wobec własnych obywateli. Z Krasnosielca nie chodzą już żadne autobusy. Cała rodzina składała się na samochód dla wnuczka naszego rozmówcy, bo musi on jakoś dojeżdżać do szkoły.
Udało się nam dotrzeć do Przasnysza i zdążyć na ostatni autobus do Warszawy. A nasi piłkarze właśnie wymęczyli zwycięstwo z Czarnogórą i jadą na mundial...Dowiadujemy się o tym w autobusie..










Baranowo w deszczu. Maszerujemy ulicą Nowotki, którego nie udało się zdekomunizować...



Okolice Jastrząbka.



Malowniczy las w okolicach Jastrząbka. 



Okolice Grabowa



Bór sosnowy w okolicach Grabowa



Bezkresne pola pod Bagienicami Szlacheckimi.