piątek, 31 lipca 2015

11.07.2015 - Pułtusk - Ponikiew - Pawłówek - Szygówek - Zambski Kościelne - Pułtusk (38.9 km)

Uczestnicy: Ewa B., Grzegorz B., Ania Z. (Pułtusk - Pawłówek)

Jedziemy do Pułtuska. Miło przejść się po rynku, zajrzeć na zamek i przespacerować się wzdłuż jednego z kanałów. Trudno oprzeć się urokowi tego miasta, które - jako jedno z nielicznych na Mazowszu - zachowało swoje zabytki, swoją historyczną tkankę miejską, swój klimat. Oglądamy klasycystyczne budynki przy rynku. W jednym z nich na przełomie 1806 i 1807 roku kwaterował Napoleon. Czy zorganizowano mu wtedy Sylwestra i z kim się bawił? Może odpowiedź na to pytanie znają ci, co zwiedzili wystawę miejscowego muzeum "Napoleon w Pułtusku" zorganizowaną w budynku po przeciwnej stronie rynku. My niestety tam nie dotarliśmy. Pułtuski rynek jest oczywiście bardzo duży. Wedle mało krytycznych przewodników ma być najdłuższym rynkiem w Europie, ale chyba nie jest to prawda - rynek w czeskim Litomyślu na moje oko jest jednak znacznie dłuższy. Przy północnym skraju Rynku stoi bazylika Zwiastowania NMP i św. Mateusza. Pułtuska bazylika to jeden z najpiękniejszych kościołów na Mazowszu. Tak piszą przewodniki i tym razem nie wypada się z tym nie zgodzić. Kościół przez wiele lat był remontowany, ale efekt zabiegów konserwatorskich jest imponujący. Zadziwia bogactwo barokowego wystroju, nagrobki i epitafia szlacheckie. Nietypowe jest sklepienie nawy głównej  w formie połączonych kół.
Nie możemy sobie odmówić konsumpcji kawy na rynku. Przyjemnie się spaceruje, jeszcze przyjemniej się siedzi pod parasolami, ale czas biegnie nieubłaganie. Z opóźnieniem wyruszamy w drogę. Przechodzimy do mostu, skąd podążamy zielonym szlakiem do Ponikwi. Dalszy odcinek trasy przebiega wśród malowniczych pól i łąk wzdłuż Narwi. Żegnamy Anię, która wraca do Pułtuska i maszerujemy na północ, a potem na wschód doliną Narwi. W tym miejscu rzeka gwałtownie zmienia kierunek, choć w terenie ta zmiana jest niedostrzegalna. W  idyllicznym krajobrazie zielonych łąk, bocianów i koni człowiek jest jedynie elementem sił przyrody i może dlatego ta błogość udziela się nam bez reszty. Docieramy do Zambsek Kościelnych, sennej wsi, która dawno temu przez 150 lat cieszyła się prawami miejskimi. Czynny sklep zachęca do odwiedzin. W barze na tyłach starszy mężczyznach pije kolejne piwo. Nam wystarczy jedno, pojadamy miejscowe kiełbaski i sernik. Robi się chłodno, idziemy zobaczyć kościół. Położony  na wzgórzu dostojnie góruje nad doliną Narwi. Wracamy do Pułtuska długą drogą przez las. Zapada zmierzch.



Pułtusk. Bazylika Zwiastowania NMP i św. Mateusza. Budowlę wzniesiono w 1449 roku z fundacji biskupa płockiego Pawła Giżyńskiego. Pułtusk przez kilkaset lat był własnością biskupów płockich. 



Pułtusk. Wnętrze bazyliki. Na szczególną uwagę zasługuje sklepienie w postaci sieci kół zwane sklepieniem pułtuskim. Podobne można obejrzeć w kościele w Broku. 



Klasycystyczny ratusz w Pułtusku nie powstał wbrew pozorom w XIX wieku. Wybudowano go w latach 1952-54.  


Pułtusk. Pozostałością dawnego ratusza, spalonego w 1944 r., jest gotycka wieża z XV wieku. 



Pułtusk. Tablica upamiętniająca kilkudniowy pobyt Napoleona w tym mieście. Cesarz spędził w Pułtusku Sylwestra 1806 roku. Jak się bawił i z kim? 
















Pułtusk. Kawa na Rynku. Ciastka przywiozła Ewa. 



Rynek w Pułtusku ma 380 m. długości. Jest zapewne najdłuższym rynkiem w Polsce, choć raczej w Europie znajdą się dłuższe. Byłoby tu znacznie przyjemniej, gdyby wprowadzono zakaz wjazdu samochodów. Tak mamy największy w Polsce parking.   



Pułtusk. Jeden z kanałów, nad którymi położone jest Stare Miasto. 



Narew w okolicach Pawłówka.



Pawłówek. Nie udało się nam ustalić, do kogo skierowany jest ten apel. 



Jedynym piechurem napotkanym na całej trasie był... bocian.



Okolice Pawłówka. Rozległe łąki nad Narwią. 



Okolice Szygówka. 



Narew w okolicach Zambsek Kościelnych. 



Zambski Kościelne. Dziwna drewnana konstrukcja, zapewne dawny spichlerz. 


poniedziałek, 27 lipca 2015

04.07.2015 - Nowy Lubiel - Wólka Lubielska - Janowo - Wincentowo - Rząśnik - Porządzie-Góry - Porządzie-Włóki - Zalesie - Leszczydół-Pustki - Wyszków (36.1 km)

Uczestnicy: Marlena F., Artur K., Grzegorz B., Magda R. (Leszczydół-Pustki - Wyszków)

Wyjeżdżamy spod Dworca Wileńskiego naszym ulubionym autobusem Warszawa - Nowy Lubiel. Dziś jedziemy do końca i po dwugodzinnej podróży lądujemy w Nowym Lubielu, niewielkiej wiosce położonej nad Narwią, 25 kilometrów na północ od Wyszkowa. W centrum wsi na rozległym placu stoi wyjątkowo ładny, drewniany  kościół i dzwonnica. Dominuje zabudowa letniskowa, niektóre drewniane domy wyglądają nieco absurdalnie - bardziej przypominają okazałe góralskie chaty niż mazowieckie domostwa. Idziemy na szosą na północny zachód. Słoneczna upalna pogoda niezbyt zachęca do intensywnego marszu, więc nad Narwią urządzamy sobie dłuższy postój. Leżymy, pojadamy owoce i toczymy zażartą dyskusję na temat tak poważnych zagadnień jak przerywanie ciąży, status płodu i moralność. W końcu ruszamy dalej, ale morale grupy jest niskie. Mijamy przeprawę promową i kierujemy się na południe.
Maszerujemy piaszczystą drogą do Woli Lubielskiej. Robi się coraz cieplej,  nie opada też temperatura naszego sporu, dyskusja dotyczy teraz problemu pomocy państwa dla ludzi bezrobotnych. Marlena jest zdania, że żadna pomoc od państwa nikomu się nie należy, ja gorąco protestuję przeciw takim sformułowaniom. Od Wólki Lubielskiej podążamy szosą dwa kilometry i dalej drogą żwirową do Janowa. W Wincentowie oglądamy pozostałości cmentarza osadników niemieckich sprowadzonych tu przez władze pruskie w celu osuszenia bagien.
Jesteśmy w Rząśniku. Delektujemy się zimnym piwem pod parasolami miejscowej pizzerii o wdzięcznej nazwie "U Baby Ali". Odcinek za Rząśnikiem jest zupełnie niezwykły. Maszerujemy przez Pulwy. Pulwy to fragment dawnych niedostępnych mokradeł, które w XIX i na początku XX wieku poddawano melioracji. Choć sprowadzeni do Polski Olędrzy osuszyli bagienny teren Pulw, teren nie został w pełni zagospodarowany: nie ma tu żadnych pól, ludzkich siedzib czy choćby drzew. Po horyzont łąki, bociany i krowy wypasane przez miejscowych gospodarzy.
Na południe od Pulw rozciąga się Puszcza Biała. Wędrujemy przecinką przez sosnowe bory do wsi Zalesie i Leszczydołu-Pustek, gdzie dołącza do nas Magda. Po kilku kilometrach docieramy do Wyszkowa. Wizyta w ulubionym lokalu Wyszkowianka wieńczy wyprawę. Podają nam tam wspaniały chłodnik. Na ekranie telewizora siatkówka: Polacy przegrywają z Amerykanami drugiego seta.



Nowy Lubiel. Zabytkowy kościół z końca XIX wieku. 



Nowy Lubiel. Kościół. 



Narew w okolicach Nowego Lubiela. 



Okolice Wólki Lubielskiej. 



Okolice Wólki Lubielskiej. 



Przydrożny krzyż w Janowie. 



Wincentowo. Cmentarz ewangelicki osadników niemieckich. Do realizacji projektu osuszania bagna Pulwy w I połowie XIX wieku władze pruskie sprowadziły niemieckich osadników, zwanych na Mazowszu Olędrami. Do ich zadań należało karczowanie lasów i budowanie systemów rowów odwadniających. Osadnicy zajmowali się również wytwarzaniem wyrobów z wierzby i  produkcją torfu, który pozyskiwali z osuszonych łąk. Osadnicy zamieszkiwali wsie Wincentowo, Nury  i Marianowo i nie integrowali się z miejscową ludnością. Mieli własne szkółki ewangelickie, cmentarze i kościół. Kres ich obecności na tych terenach nastąpił w 1945 roku. 



Pulwy. 60 kilometrów kwadratowych łąk i nieużytków. W tym miejscu przez wieki istniało nieprzebyte bagno. 



Pulwy. Rów odwadniający. 



Okolice Zalesia koło Wyszkowa. Fragment Puszczy Białej. 



Wyszków. Klasycystyczny kościół p.w. św. Idziego (1793-97) 

wtorek, 21 lipca 2015

27.06.2015 - Gąsocin - Sobokleszcz - Kubice - Henrykowo - Wólka Szczawińska - Nowe Miasto - Cegielnia - Miszewo Wielkie - Podgrabie - Joniec - Wkra (26.2 km)

Uczestnicy: Anna Z., Grzegorz B.

Trasa rozpoczyna się w Gąsocinie, dokąd udajemy się pociągiem Kolei Mazowieckich relacji Warszawa Gdańska - Ciechanów. Naszą uwagę przykuwa niezwykły drewniany budynek dworca, czy też raczej niestety jego ruina. Wybudowano go w 1877 roku i jak podaje Wikipedia, pod koniec XIX wieku budził wielkie zainteresowanie: budowlę odwiedzili Bolesław Prus, Maria Dąbrowska, Stefan Żeromski i Henryk Sienkiewicz.  W 2008 roku rozpoczęto remont dworca, ale przerwano go, gdy okazało się, że budynek wymaga znacznie poważniejszych prac konserwatorskich. Od tej pory minęło pięć lat i budynek wciąż niszczeje.  
Maszerujemy szosą na zachód do Sobokleszcza, gdzie skręcamy w polną drogę wiodącą na południe w stronę Kubic. Idziemy wśród pól i łąk, mijając pojedyncze zabudowania i niewielkie przysiółki. Za Kubicami droga biegnie przez piękny gęsty las. Po kilku kilometrach wychodzimy na szosę w Henrykowie. Mijamy Wólkę Szczawińską i skręcamy w stronę Nowego Miasta. Mijamy malowniczy zalew Sony, miejsce wypoczynku okolicznych mieszkańców  i po kolejnych dwóch kilometrach docieramy do centrum Nowego Miasta.
Nowe Miasto dziś jest jedynie wsią, ale przez ponad 400 lat - od 1420 do 1869 roku Nowe Miasto było - jak nazwa wskazuje - miastem. Prawa miejskie utraciło w wyniku carskiej reformy administracyjnej, zachowało jednak miejski układ urbanistyczny i atmosferę małego miasteczka. Przy rynku są aż dwie knajpy i kilkanaście sklepów, co jest rzadkością nawet w mieście powiatowym! Najciekawszym obiektem jest gotycki kościół św. Trójcy. Kupujemy  piwo i bacząc uważnie na stróżów prawa konsumujemy je na rynku przy fontannie. Podczas odpoczynku odbywamy bardzo zabawną rozmowę z pewnym majorem, kierowcą generała i świeżo upieczonym dyrektorem ośrodka wypoczynkowego w Solinie.
Nasza dalsza trasa prowadzi szosą do niewielkiej wsi Cegielnia, dalej podążamy żwirówką do Miszewa Wielkiego. Za Podgrabiami droga się nagle urywa i lądujemy na czyjejś posesji. Idąc zgodnie z instrukcjami zawracamy: maszerujemy przez łąki, przedzieramy się przez chaszcze, zagłębiamy się w mroczny, gęsty las i ostatecznie znów lądujemy na prywatnej posesji. W końcu wychodzimy na szosę i po 3 kilometrach docieramy do Jońca. Atrakcją Jońca jest klasycystyczny kościół i dzwonnica. Nad murowaną dzwonnicą umieszczono tablicę ufundowaną przez KEN zachwalającą naukę czytania i pisania, w czym pomogą "proboszcz, pan i rodzice". Nie w głowie już nam tablica i  kościół, do odjazdu szynobusa z Wkry zostało niecałe pół godziny. Ostatnie 3 kilometry gnamy więc na łeb i szyję, ale mamy pecha i pociąg odjeżdża nam niemal sprzed nosa...  



Gąsocin. Zrujnowany, zabytkowy dworzec kolejowy. Dziś trudno uwierzyć, że miejsce to odwiedzali kiedyś Sienkiewicz, Prus, Żeromski, Dąbrowska...



Okolice Kubic.



Nowe Miasto. Zalew na Sonie.



Nowe Miasto. Gotycki kościół p.w. Świętej Trójcy (bud.1471, odbud. 1655)



Nowe Miasto. Gustowna fontanna na rynku. 



Nowe Miasto. Zabytkowy, drewniany dom. 


Nowe Miasto. Zabytkowa kapliczka. 



Pola pod Cegielnią.



Złote pola w okolicach Cegielni.



Okolice Miszewa Wielkiego.



Wkra. Widok z mostu w Jońcu. 



Joniec. Klasycystyczny kościół p.w. św. Ludwika (bud. 1784)

środa, 8 lipca 2015

13.06.2015 - PIĘĆDZIESIĄTKA NA LUBELSZCZYŹNIE: Kraśnik Fabryczny - Krzywie - Wyżnianka - Wólka Olbięcka - Olbięcin - Suchodoły - Ludmiłówka - Zastocze - Ugory - Stare Boiska - Kolonia Boiska - Owczarnia - Chruślina - Kluczkowice - Wrzelowiec - Ożarów Pierwszy - Elżbieta - Opole Lubelskie (56.4 km)

Uczestnicy: Artur K., Adam O., Cezary P., Anna Z., Grzegorz B.

Na początek krótkie wyjaśnienie. Co roku w czerwcu urządzamy sobie pięćdziesięciokilometrowy spacerek. Zasady są proste. Dojeżdżamy wieczorem w miejsce X, tam śpimy i następnego dnia wczesnym rankiem udajemy się do miejsca Y, oddalonego od miejsca X o co najmniej 50 kilometrów. Zwykle pięćdziesiątkę organizujemy poza Mazowszem, w różnych rejonach Polski. W tym roku wybraliśmy się na Lubelszczyznę.
Po nocy spędzonej w hotelu robotniczym w Kraśniku Fabrycznym wyruszamy na trasę. Jest 6.15 i już wiadomo, że dzień będzie bardzo upalny. Nasza trasa początkowo wiedzie na zachód przez las do miejscowości Krzywie. Za lasem rozpościera się piękny widok na jezioro Krzywie i dolinę Wyżnicy. Za wsią Wyżnianka zagłębiamy się w pagórkowaty bezleśny teren zwany Wzniesieniami Urzędowskimi. Wokół pola i łąki, śpiewają ptaki, brzęczą owady, robi się coraz cieplej. Zmierzamy na południe do Wólki Olbięckiej i Olbięcina. Najcenniejszym obiektem miejscowego zespołu dworsko-parkowego jest tzw. Arka - budynek rządcy, wybudowany ponoć w celu ugoszczenia Stanisława Augusta Poniatowskiego, gdy ów udawał się do Kaniowa. Nieco głębiej, w parku znajduje się pałacyk, siedziba Specjalnego Ośrodka Wychowawczego. Pałacyk niestety został straszliwie oszpecony po wojnie i utracił swoje cechy stylowe. Ładny jest natomiast park z miejscem pochówku żołnierzy austriackich, którzy polegli w bitwie pod Kraśnikiem w sierpniu 1914 roku. W Olbięcinie znajduje się też ciekawy drewniany kościół z XVIII wieku. Po półgodzinnym odpoczynku ruszamy dalej. Idziemy żwirówką, ale mylimy drogę i przez dłuższy czas lawirujemy między wielkimi polami, a w końcu przedzieramy się przez rzepak na zapleczu jakiegoś gospodarstwa. Wychodzimy w Suchodołach. Chwila przerwy, kupujemy coś do picia, idziemy dalej.
Docieramy do Ludmiłówki. długiej ulicówki o ciekawej historii. Urodzajne gleby od stuleci przyciągały w te rejony ludzi.. Problem w tym, że nie ma tu nigdzie wody, żadnych rzeczek czy stawów. Kopano studnie, ale z powodu bardzo niskiego poziomu wód gruntowych, musiały być one bardzo głębokie, miały ponad 80 metrów. Budowa takich studni były przedsięwzięciem kosztownym, przekraczającym finansowe możliwości mieszkańców. Budowano je więc wspólnymi siłami i wspólnie użytkowano. Dziś mieszkańcy korzystają z wodociągów, ale cztery studnie przypominają o dawnej historii wsi. Ostatnimi laty zostały wyremontowane i opatrzone informacją , do kogo należały. Nie można napić się jednak z nich wody, służą już tylko jako pamiątka dawnych czasów. Lustro wody jest tak głęboko, że niemal go nie widać.
Mijamy Ludmiłówkę, akurat odbywa się odpust, i kierujemy się na północny zachód w stronę Zastocza. Szosa się skończyła i maszerujemy teraz drogą biegnącą skrajem lasu. Drogi nie pokrywają się z przebiegiem dróg na mapie i nawigacja jest trudna. Schodzimy ścieżką w dół głębokiego, porośniętego gęstym lasem, jaru. To dziwne miejsce, przypominające bardziej Beskidy niż Lubelszczyznę, jest ciemno i wilgotno, słońce tu niemal nie dociera. Po 2 kilometrach wychodzimy na drugą stronę we wsi Zastocze. Przy nieczynnym sklepie stoją dwa urocze fotele, wyjęte niczym z latynoskiego filmu. Urządzamy kolejny odpoczynek. Jest 15, mamy już trzygodzinne opóźnienie. Ania  miała zrobić z nami 30 km i wsiąść o 16 w Chruślinie do busa do Opola, ale do Chruśliny mamy jeszcze kilkanaście kilometrów! Oto nadarza się wspaniała okazja na autostop. Przed naszymi oczami przejeżdża policyjny patrol, wpierw w jedną stronę, potem w drugą. Ania macha, samochód się zatrzymuje i policjanci - nieco zaskoczeni - godzą się zabrać ją do Annopola, skąd - jak się wkrótce dowiadujemy - niemal od razu łapie busa do Opola. Ania jedzie, a my wdajemy się w rozmowę z nieco podpitym pięćdziesięcioletnim mężczyzną. Mówi prawdziwą lubelską gwarą, literacka polszczyzna jest mu zupełnie obca. Chwali się, że  dwa razy został skazany za pobicie, pierwszy raz dostał wyrok w zawieszeniu, za drugim razem trafił do więzienia, który wszak już po tygodniu opuścił - karę więzienia zamieniono mu na obrożę elektroniczną. Nasz rozmówca sprawia wrażenie osoby łagodnej i sympatycznej, kogo więc i dlaczego pobił? Najechał wraz z kolegami sąsiednią wieś, doszło do bójki, przyjechała policja... Dlaczego najechał sąsiadów? Wrogość między Zastoczem a Grabówką istniała od zawsze, już pradziadowie bili się między sobą, to taki odwieczny rytuał...
Za Zastocza kierujemy się na północ. Podążamy piękną żwirową drogą wśród łanów zbóż, upraw porzeczek i ukwieconych łąk. Mamy jeszcze do przejścia ponad 20 kilometrów. W Boiskach przy sklepie mamy kolejny postój: pijemy piwo, Czarek wcina płatki owsiane, jemy kanapki. Podchodzą dwie młode dziewczyny,  pytają nieśmiało, co my właściwie tu robimy i dokąd zmierzamy, widziały nas bowiem wcześniej w Ludmiłówce. Dziewczyny są z Opola Lubelskiego. Przyjechały samochodem i zabrały hydrant z miejscowej Straży Pożarnej, są bowiem członkiniami miejscowej Młodzieżowej Ochotniczej Straży Pożarnej i szykują się na jutrzejsze zawody.
Za Boiskami kierujemy się szosą na północ w stronę Owczarni i Chruśliny. Docieramy tam o 19.15, mamy ponad trzy godziny opóźnienia. Decydujemy się iść szosą, to najprostsza droga, a do Opola mamy jeszcze kawał. Ruch jest niewielki, ale Czarek ma już dość marszu i postanawia łapać stopa. Mam wrażenie, że pozostali też pojechaliby razem z nim. Jestem zdegustowany, w końcu przyjechaliśmy przejść  pięćdziesiąt kilometrów, taka dezercja nie przystoi, to nie fair! Nie oglądam się na innych i zaczynam przyspieszać. Niech jadą, ja tę pięćdziesiątkę przejdę. Minął już czterdziesty kilometr, po kilku kilometrach koledzy znikają z horyzontu. Idę wyjątkowo szybko, ponad 6 kilometrów na godzinę. Po kilku kilometrach mijam Kluczkowice i skręcam na drogę do Wrzelowca.        
Do Wrzelowca docieram o 20.30. Oglądam bardzo ładny klasycystyczny kościół i zabytkową plebanię i idę dalej. Do Opola pozostało mi jeszcze 7 km. Ściemnia się, idę ruchliwą, mało sympatyczną szosą. Artur idzie za mną, Czarek i Adam pojechali autostopem. Adam - w poszukiwaniu miejsca do rozbicia namiotu - wrócił jednak na obrzeża miasta. Zostawił swój dobytek przy cmentarzu i wyszedł nam na spotkanie. Spotykamy się w miejscowości Elżbieta. Wspólnie czekamy na Artura, który kuśtykając z powodu bąbla, pojawia się po kilkunastu minutach. Jego kołyszący się chód błędnie sugeruje spożycie co najmniej trzech Harnasi. Po krótkim odpoczynku  idziemy do Opola. Skręcamy  w obwodnicę  miasta, którą - o dziwo - nic nie jeździ. Jest ciemno, cicho i dość chłodno. W poszukiwaniu plecaka Adam skręca w boczną ścieżkę, ale po chwili wycofuje się, gdy okazuje się, że to nie tam. Po trzech próbach Adam odnajduje drogę na cmentarz i swój dobytek. Za chwilę rozstawi sobie namiot, my zaś kierujemy się na rynek, gdzie mieści się nasz hotel. Docieramy tam o 22.45. W nogach mamy 56.4 km, a w głowie mnóstwo wrażeń!

.
Kraśnik, 6.15, właśnie wyruszamy w drogę!



Wyżnianka. Łąka porośnięta makami.



Wyżnianka.


Pofałdowany krajobraz w pobliżu Wólki Olbięckiej.



Olbięcin. Zabytkowa oficyna z 1787. To tu miał nocować Stanisław Poniatowski w drodze do Kaniowa.


Okolice Olbięcina.


Okolice Olbięcina.


Droga polna do Suchodołów.



Szosa do Ludmiłówki.


Ludmiłówka. Jedna z czterech zabytkowych studni.



Ludmiłówka. Lista współwłaścicieli jednej ze studni, jej stan aktualny i sprzed 50 lat.

  

Zdobiona obora w Zastoczu.



Zastocze. Zaplecze sklepu przypomina południowoamerykański bar.



Boiska-Kolonia. Kościół p.w. Zwiastowania Pańskiego zbudowany w latach 1861-73



Zabytkowa chałupa w Boiskach-Kolonii.


Kluczkowice. Przydrożny krzyż.



Wrzelowiec. Klasycystyczny kościół p.w. Świętej Trójcy. Jest to budowla na planie ośmiokąta. Powstała w latach 1777-84 z fundacji kasztelanowej krakowskiej, Zofii Lubomirskiej.